piątek, 24 stycznia 2014

[nepal] Trekking. Dzień 7. Ghat - Namche Bazar

16 października 2007.
Ghat /2500m/ - Namche Bazar /3450m/

Rankiem od razu czuję, że jestem w wysokich górach. Sprawiał to wiszący nade mną Kusum Kanguru /6367m/, niby tylko sześciotysięcznik, ale jak wyglada!

[nepal] Trekking. Dzień 6. Bupsa - Ghat

15 października 2007.
Bupsa /2600m/ - Ghat /2500m/

Rankiem ruszyłem dalej. I po godzinie, kiedy wspiąłem się na grzbiet, spotkałem moje wczorajsze zguby. Okazało sie, że wczoraj tak dobrze im sie szło, że doszli aż tutaj. No nic, dla mnie to dziwne, umawiamy sie w jakimś miejscu, a okazuje się, że w praktyce nie ma to żadnego znaczenia. 

czwartek, 23 stycznia 2014

[nepal] Trekking. Dzień 5. Nuntala - Bupsa

14 października 2007.
Nuntala /1900m/ - Bupsa /2600m/

Rano zobaczyliśmy pierwsze błękitne niebo na tym wyjeździe. A chwilę później wyszło słońce. No niebywałe. Zaczynaliśmy mieć nadzieję, że monsun właśnie odszedł.
Cały czas na trasie spotykaliśmy niewielu turystów, może 5-10 dziennie. Za to na trasie mijaliśmy setki miejscowych tragarzy. No ale czemu się dziwić. Nie było tu dróg jezdnych, całe zaopatrzenie do odległych osad trzeba było nosić na plecach. Przechodziliśmy przez prawdziwe nepalskie wioski, niespecjalnie nastawione na turystów. Przyjmowaliśmy to dość naturalnie, wyobrażaliśmy sobie, że tak jest wszędzie. Dopiero kilka dni później, gdy nasz szlak połączył sie z tym idącym z Lukli doceniliśmy te pierwsze dni, w których można było się cieszyć z pustych gór oraz miejscowego folkloru bez tabunu wyekwipowanych i głośnych turystów.



środa, 22 stycznia 2014

[nepal] Trekking. Dzień 4. Junbesi - Nuntala

13 paźdizernika 2007
Junbesi /2670m/ - Nuntala /1900m/

Rankiem ruszyliśmy przyjemną ścieżką, delikatnie idącą w górę, ładnie obchodzącą wielką górę.

wtorek, 21 stycznia 2014

[nepal] Trekking. Dzień 3. Kinja - Junbesi

12 października 2007.
Kinja /1600m/ - Junbesi /2670m/

Wczesna pobudka. Od razu spodziewana niespodzianka. Leje. Gospodarz, wiedząc już o mojej zgubie, przynosi mi wielki niebieski wór foliowy. Nacina po dłuższym boku i już mam kurtkę przeciwdeszczową, trzeba ją tylko cały czas trzymać rękoma. Patrząc się na wszystkich tragarzy, widzę, że wszyscy mają ten sam model płaszcza ;-) Od razu nazywam go szerpatex. Jak pokazała późniejsza praktyka nie ma nic lepszego na chodzenie w monsunowym deszczu. Koszt niewielki - jakieś 100 rupii. Ruszamy. Pół dnia odpoczynku i brak plecaka działają cuda. Idzie się nadspodziewanie dobrze.
W pewnym momencie miejscowy tragarz, ktorych po drodze mijaliśmy dziesiątki, doskoczył do mnie, a po chwili coś odrzucił w krzaki. Dopiero po chwili wytłumaczono mi, że miałem piękną pijawkę, która wgryzła mi się w łydkę. Faktycznie, została na nodze krwista plama. Tak oto zaliczyłem pierwszą i jak się okazało ostatnią pijawkę, które to są wielką plagą tych terenów w czasie monsunu. Rana później jątrzyła się przez kolejne dwa tygodnie.
W niecałe siedem godzin podchodzę te 2 kilometry w górę i jestem na przełęczy Lamjura, która liczy sobie 3550 metrów. Deszcz nie przestaje padać, a pod przełęczą bardziej już sypało śniegiem. Zimno. Nawet bardzo. 
Humor poprawił mi się na tyle, że nawet wyciągam aparat.

[nepal] Trekking. Dzień 2. Bhandar - Kinja

11 października 2007.
Bhandar /2200m/ - Kinja /1600m/

Rano obudziłem się niemalże tak samo zmęczony jak kładłem się poprzedniego wieczora. Podszedłem jeszcze w stronę przełęczy z nadzieją na znalezienie kurtki. Ale nic z tego. Będzie pewnie pięknie służyła szczęśliwemu znaleźcy. A ja zostałem bez kurtki. I to drugiego dnia w górach. A wszystko przede mną. Miałem nadzieję, że w Namche Bazar coś kupię, ale to dopiero za sześć dni. No nic. Chwilowo nie pada. Jakoś to będzie. 
Zaczynamy zejście. Powoli, powoli, najczęściej idziemy po równym, znaczy "nepalskim równym" Czyli trochę w dół, potem w górę, znów w dół. I tak cały czas. Droga dłuży się bardzo, dziś idę zupełnie bez sił. Nawet nie mam energii by wyciągnać czasem aparat i zrobić jakieś zdjęcie. Choć po prawdzie wszystko w chmurach, a to co widać ogranicza wielka wilgotność. Dochodzimy koło 13 do Kinja. Przed nami podejście na przełęcz Lamjura. Leży ona dwa tysiące metrów wyżej. Nie mamy w planie co prawda dziś tam dojść, ale pierwsza wioska na podejściu, jak mówi mapa, jest 900 metrów wyżej. Decyduję się zostać tu dziś, a dogonić resztę na kolejnym planowym noclegu w Junbesi. Żegnamy się. Jest jeszcze wcześnie, mogę siedzieć i odpoczywać. Herbata, kolejna herbata, mapa przed oczami i czas jakoś leci.  Gadam trochę z właściciem lodży. W międzyczasie wpadam na genialny pomysł wynajęcia tragarza, który wtarga mi ten nieszczęsny plecak na przełęcz. Gospodarz szybko znajduje chętnego. Dogadujemy się błyskawicznie, za 20 dolarów poniesie mój ciężar na Lamjura Pass. Już mi lepiej. Zasypiam spokojny, choc jutro zapowiada się ciężki dzień.

[nepal] Trekking. Dzień 1. Jiri - Bhandar

10 października 2007.
Jiri /1900/ - Bhandar /2200/

Rano pogoda nie zachwyca. Ciężkie chmury wiszą, niezależnie gdzie by nie spojrzeć. No nic, mamy nadzieję, że monsun niebawem odpuści i zrobi się pięknie. Jiri leży na terenach kontrolowanych przez Maoistów. Maoiści, czyli spadkobiercy idei Lenina i Mao. Sierp, młot, czerwone flagi i frazesy o równości społecznej. Dla turystów z zachodu dodatkowa kolorystyka, dla nas lekkie kłucie w boku i niesmak. 



poniedziałek, 20 stycznia 2014

[nepal] Kathmandu - Jiri

9 października 2007
Nepal. Kathmandu - Jiri

Zaraz po 6 rano ruszyliśmy na dworzec autobusowy. Doszliśmy po kilkunastu minutach. Wielki plac, pełen trąbiących autobusów i krzyczących ludzi. Żywioł. Na szczęście wystarczyło wypowiedzieć "Jiri", by po chwili siedzieć w autobusie. Było ciasno, autobus nie wyglądął najlepiej, a nasze bagaże wylądowały na dachu. Jeszcze tylko kilkunastu obnośnych sprzedawców przeszło się pomiędzy siedzeniami i około 7 rano ruszamy. Na początku droga jest dobra, całkiem sprawnie jedziemy. Do Jiri jest niewiele ponad 200 kilometrów. Liczymy, że w 6 godzin uda się dojechać na miejsce. Tak, nie mieliśmy pojęcia o specyfice jazdy w tej części Azji. Trasa przypomina przejazd kolejką górską. Wpierw 700 metrów w górę, potem 1300 metrów w dół, potem 2000 tysiące w górę. Wszędzie chmury, widoków brak. Na szczycie, przy jakieś małej wiosce dłuższy postój na obiad.


Panowie zamówili sobie dal bhat, czyli to co Nepalczycy jedzą zawsze i wszędzie. Czyli wielka góra ryżu ( bhat ) podawana z zupą z soczewicy ( dal ). Do tego różne sezonowe warzywa, jakieś pikle czy sosy. Co ciekawe, ryżu można jeść do oporu, znaczy ilość dokładek jest uzależniona od pojemności żołądka. Mi dal bhat nie przypadł do gustu, a szkoda, bo w górach to podstawowe żarcie, które nie kosztuje majątku, a możńa się nim zapchać. 


Pogoda niestety nie zmienia się specjalnie.



Ruszamy dalej. Znow zjeżdżamy, w deszczu i błocie, 2000 metrów w dolinę, by chwilę później zacząć kolejną wspinaczkę, tym razem 1900 metów w górę. Droga coraz gorsza, tempo coraz słabsze. Ciemno się już zrobiło. Z kolejnej przełęczy ( 2500m) lekki zjazd do położonej w dole naszej docelowej miejscowości. Jiri! W końcu! Jechaliśmy prawie 12 godzin. Ledwo żywi znajdujemy jakiś pierwszy lepszy hotelik. Pokoik przytulny, znaczy się ciasny. Ale nic nie chodzi po ścianach, więc jest w porządku.



Wieczorem po kolacji siedzimy z poznanymi Irlandczykami.



Spać. Jutro ruszamy w drogę.

niedziela, 19 stycznia 2014

[nepal] Kathmandu po raz pierwszy

[nepal] Kathmandu po raz pierwszy.
8 października 2007

Mieliśmy jeden dzień na załatwienie formalności i oglądnięcie miasta. Zaczęliśmy od spraw istotnych, czyli udaliśmy się do jednej z wielu agencji turystycznej. Tam zakupiliśmy bilety na samolot powrotny z Lukli, permit do Parku Narodowego Sagarmatha i bilety na poranny autobus do Jiri. Szybko poszło, można więc sie przejść po mieście. Na początek idziemy na najbliższe wzgórze. Mieści się tam jedno z najczęściej odwiedzanym miejsc, czyli stupa Swayambhunath. Kawałek konkretnego podejścia.


piątek, 10 stycznia 2014

[nepal] Początek

[nepal] Początek.
7-8 października 2007

Mając trochę czasu chcę wrzucić zdjęcia i opis tego co pamiętam z mojego pierwsego poważnego wyjazdu do Azji. Można by rzec, że od niego się tak naprawdę zaczęło moje większe podróżówanie. Wcześniej co prawda zdarzyło mi się być w Maroku, na miesięcznej włóczędze do Grecji, czy też w górach ( Bułgaria, Szwajcaria, Rumunia, Uktaina ). 
Zawsze chciałem pojechać do Nepalu i zobaczyć Himalaje. Nie wyobrażałem sobie, że mogę zrobić to sam, stąd pomysł na doczepienie się do chętnych na taki wyjazd. Znaleźliśmy się na  forum travelbit.pl. Z perspektywy czasu widzę, że warto było, bo choć ekipa się nie sprawdziła w roli zwartej grupy, to wyjazd przekonał mnie, że wszelkie obawy o tym, że jadąc tu samemu, bądź organizujac to samemu, są bezpodstawne. To całkiem proste i od tego roku wsystkie kolejne wyjazdy już organizowałem samodzielnie, jadąc ze znajomymi, którzy chcieli mi towarzyszyć.  
Na lotnisku Okęcie spotkaliśmy się w pięć osób. Niestety, jedna na tym zakończyła udział w wyjedzie, gdyż nie zakupiła sobie biletu na trasie Delhi - Kathmandu i nie wyrobiła sobie wizy indyjskiej. Stąd nie została prepuszczona przez odprawę. Reszta miała i bilety i wizy. Z tymi wizami to była wielka niewiadoma. Co prawda, nie zamierzaliśmy wychodzić z lotniska, ale nie było do końca wiadomo, czy w Delhi jest strefa tranzytowa. Stąd by nie ryzykować, wizy wyrobiliśmy. Lecieliśmy Finnairem, z przesiadką w Helsinkach. Z lotu do Indii pamiętam wielkie, świecące, pulsujące wieczornym życiem Lahore, miasta w w Pakistanie. Obiecałem sobie, że muszę tam kiedyś pojechać. Cóż, na razie nie jest to niestety możiiwe. W Delhi wylądowaliśmy około północy. Odprawa paszportowa i okazuje się, że jednak jest "strefa tranzytowa". Żeby tam trafić, trzeba iść z pracownikiem obsługi lotniska, który prowadzi jakimś ciemnym korytarzem, potem otwiera jedne drzwi, a za nimi już strefa dla pasażerów po odprawie.  Hala była niewielka, sprawiała nieco przygnębiające wrażenie. Kilka małych sklepów wolnocłowych, krzesła do siedzenia i... wielkie rusztowanie na środku. Akurat trwał remont. Samolot do Kathmandu mieliśmy dopiero następnego dnia o 13:15. Przed nami 12 godzin porywającego NIC. Koczowanie na krzesełkach uprzyjemniały odgłosy prowadzonego w nocy remontu, a co kilka godzin największą atrakcją było przesuwanie rusztowań, a co za tym idzie także naszych krzesełek. Gdzieś wczesnym rankiem bagażowy przywiózł plecaki, zapytał się czy to nasze i czy aby na pewno do Kathmandu. W końcu po 13 znaleźliśmy się ledwo żywi w samolocie.  

poniedziałek, 6 stycznia 2014

[tatry] Weekendowo i burzowo.

3-5 lipca 2013
Tatry weekendowo i burzowo.

Skoro nie można na dłużej, warto choćby i na trzy dni wyskoczyć w Tatry.
Zaczynam od Doliny Małej Łaki w godzinach już popołudniowych. Ludzi oczywiście tłum, choć wszyscy już raczej schodzą.


sobota, 4 stycznia 2014

[szkocja] Glasgow

11 sierpnia 2013
Glasgow

W Glasgow miałem kilka godzin na przypomnienie sobie miasta. Byłem tu 6 lat temu. W sumie niewiele pamiętam. Ruszyłem przed siebie główną Buchanan Street. Po chwili uslyszałem muzykę. Trafiłem na uliczny występ szkockiego zespołu Clanadonia. Szkockie roots. Bębny i dudy. Głośna i pulsująca muzyka. Wciąga. Do tego jaki sceniczny image ;-)


piątek, 3 stycznia 2014

[szkocja] Loch Lomond

10-11 sierpnia 2013
Szkocja. Loch Lomond.


Przyleciałem tu prosto z Oslo. Pierwsze wrażenie znad Edynburga - o, słońce!


czwartek, 2 stycznia 2014

[norwegia] Norddal latem. Odwrót

9 sierpnia 2013
Norddal latem. Odwrót.

Wyjazd był poniekąd ekspresowy, zatem czas mi się było zbierać. Ostatni widok z okna na Norddal.



wtorek, 31 grudnia 2013

[foto] 12 wybranych zdjęć 2013 roku - subiektywnie

Rok 2013 siłą rzeczy musiał być spokojniejszy od poprzedniego. Zdecydowanie mniej wyjazdów, toteż poziom fotografii nie oszałamia jak w roku ubiegłym. Coś tam jednak dało się wybrać ;-). 
Trochę statystyki: Iran (3), Norwegia (3), Beskid Niski (1), Słowacja (1), Tatry (1), Szkocja (1), Włodawa (1), Ukrainia (1)


poniedziałek, 30 grudnia 2013

[norwegia] Norddal latem. W góry II

7 sierpnia 2013
Norddal latem. W góry po raz drugi.

Po dniu spędzonym na odpoczynku po poprzednim spacerze, licząc na łaskawość pogody znów ruszamy w góry. Tym razem cel mamy honorny, najwyższy szczyt w całej okolicy, zwie się Torvløysa i mierzy coś koło 1850 metrów. Startujemy, w trójkę z Magdą i Kaśką, z farmy Herdalssetra.


sobota, 28 grudnia 2013

[norwegia] Norddal latem. W góry I

5 sierpnia 2013r.
Norddal latem. W góry po raz pierwszy.

Jedziemy autobusem do Geiranger. To kilkanaście kilometrów od Norddal. W dole pięknie widać Geiranger, chyba najbardziej znany fiord . Gdzieś na końcu wodospad Siedmiu Sióstr.


piątek, 27 grudnia 2013

[norwegia] Norddal latem. Spacerek.

4 sierpnia 2013
Norddal latem. Spacerek

Wokół było tak ładnie, że aż nie chciało się ruszać. Pogoda raczej norweska, czyli chmury i jakiś okazjonalny deszczyk. Po południu ruszyliśmy się wreszcie na najbliższy punkt widokowy. Gdzieś nad Eisddal. Pół godziny i już widać pięknie fiord. 

czwartek, 26 grudnia 2013

[norwegia] Norddal latem. Dojazd.

3 sierpnia 2013.
Norddal latem. Dojazd.

Tym razem padło na Norwegię. Na miejscu oczekiwała na nas gościnna Katarzyna, zapewniająca i nocleg i wiele innych atrakcji. Takich okazji się nie przepuszcza. Jedziemy ;-) 
Oslo wita nas fajewerkami, znaczy burzą, błyskawicami i rzęsistą ulewą. 

piątek, 13 grudnia 2013

[bałtyk] Wakacyjne obrazki znad morza.

10-16.07.2013
Jastrzębia Góra i okolice.

Czasem trzeba pojechać z rodziną na wakacje. Nad morze. Brrrr...  Byłem siedem dni w Jastrzębiej Górze i przeżyłem. Uważam, że jest to sukces. ;-)

czwartek, 12 grudnia 2013

[iran] Teheran. Iran w odcinkach cz. XXII.

2-4 października 2013.
Teheran. Iran w odcinkach cz. XXII.

Siedzimy w autobusie do Teheranu. Powoli kończą się te intensywne dwa tygodnie.


[iran] Qom. Iran w odcinkach cz. XXI.

1-2 października 2013.
Qom. Iran w odcinkach cz. XXI.

Przyjechaliśmy do Qom przed wschodem słońca. Było jeszcze ciemno. Autobus wysadził nas przy obwodnicy. Od razu pojawili się przy nas taksówkarze. Jeden z nich niestety odsunął pozostałych i podszedł do nas. Zażyczył sobie 20zł, czyli jakieś 4 razy za dużo. Powiedzieliśmy co sądzimy o tej propozycji. Nastąpił impas. Było chłodno (!), ciemno i jakoś tak nieprzyjaźnie. Próbowaliśmy negocjować z innymi taksiarzami, ale albo nie chcieli rozmawiać, albo "nasz opiekun" podbiegał i odciągał chętnych. Siedzieliśmy sobie przy plecakach, minęło już ze 30 minut. Impas. W międzyczasie cena spadła do 10zł. Mogliśmy pójść na piechotę, ale to ok. 6 km niezanym terenem w uchodzącym mroku. Ulegliśmy. Niby wbrew zasadom, ale nie chciało się nam już wykłócać o 5 zł. Nikt inny nie chciał lub nie mógł nas zabrać. Taksiarz podwiózł nas oczywiście nie do tego hotelu, ale to nic nowego. Nie był to problem, wszystkie hotele były w bliskim sąsiedztwie. Qom nie jest miastem odwiedzanym przez turystów z zachodu, za to zjeżdżają tu tłumnie pielgrzymi z całego Bliskiego Wschodu. Hotele więc nie są za dobre, a cenią się dość wysoko. Znaleźliśmy pokój 4os. za 90zł. Tragedii nie było, ale za czysto też nie ;-)
Odespaliśmy parę godzin i ruszyliśmy do pobliskiego centrum.
Qom, w którym mieszka ponad milion ludzi, uchodzi za drugie co do ważności po Meszhedzie święte miasto w Iranie. To cel setek tysięcy wiernych pielgrzymujących do Hazrat-e Masumeh, gdzie mieści się mauzoleum Fatimy, siostry Imama Rezy. 
Okolica świętego miejsca wygląda jak wielki plac budowy.


poniedziałek, 9 grudnia 2013

[iran] Kharanaq. Iran w odcinkach cz. XX.

30 września 2013.
Kharanaq. Iran w odcinkach cz. XX.

Do Kharanaq dojechaliśmy koło 15. W sam raz. Zaczynało robić się chłodniej, no i nie ma jak zwiedzanie przy zachodzącym słońcu. Co prawda, nasz kierowca powiedział, że godzinka nam wystarczy, ale od razu uprzedziliśmy, że zostajemu tu do zachodu. I nic nas stąd nie ruszy.


sobota, 7 grudnia 2013

[iran] Chak Chak. Iran w odcinkach cz. XIX.

30 września 2013.
Chak Chak. Iran w odcinkach cz. XIX.

Jedziemy do Chak Chak. Z Meybod to kilkadziesiąt kilometrów drogi przez góry. Za oknami piękne krajobrazy, w powietrzu tradycyjne 37 stopni. W cieniu pczywiście, tylko ja tu żadnego cienia nie widzę.



piątek, 6 grudnia 2013

[iran] Meybod. Iran w odcinkach cz. XVIII.

30 września 2013.
Meybod. Iran w odcinkach cz. XVIII.

Tego dnia wybraliśmy się na wycieczkę objazdową po okolicach Jazd. Umówiliśmy taksówkę na cały dzień. Tanio nie było, bo jakieś 115zł za wszystkich, ale raz, że załatwialiśmy w hotelu, dwa, że na cały dzień, no i okolica na wskroś turystyczna. Zaczynamy od Meybod. Miasto leży ok. 50 km na północ do Jazd i szczyci się 1800 letnią historią. Podobnie jak w Jazd, wszystko zbudowane z gliny. Zaczynamy od zwiedzania twierdzy Narin-Qale. Stoi ona w centrum miasta na wyraźnym wzniesieniu.



[iran] Jazd - Meczet piątkowy i Stare Miasto. Iran w odcinkach cz. XVII.

28-30 września 2013.
Jazd - Meczet piątkowy i Stare Miasto. Iran w odcinkach cz. XVII.

W islamie, w języku arabskim, istnieją dwa pojęcia odnoszące się do meczetu: masdżid i dżami. Masdżid, oznacza miejsce w któej oddaje się cześć Bogu. Zaś dżami to przede wszystkim budowla służąca przede wszystkim do zgromadzeń muzułmanów na piątkową modlitwę. Każdy dom modlitwy, niezależnie od rozmiarów, może służyć jako masdżid. Natomiast dżami, czyli – najogólniej mówiąc – meczet piątkowy gromadzi wiernych nie tylko na modlitwę, ale także na wysłuchanie szczególnego piątkowego kazania (chutby). W przekonaniu wielu muzułmanów ten rodzaj meczetu powinien istnieć w każdym mieście, z racji jego symbolicznej (i często politycznej) funkcji. Współcześnie różnica pomiędzy obydwoma typami nie jest już tak wyraźna jak w przeszłości.
Stąd meczet piątkowy to największy i główny meczet w mieście. W Jazd stoi od XV wieku. Jego portal wejściowy uchodzi za największy w całym Iranie. Wyrastające z niego dwa minarety sięgają aż do 47 metra.

czwartek, 5 grudnia 2013

[iran] Jazd. Iran w odcinkach cz. XVI.

28-30 września 2013.
Jazd cz.I. Iran w odcinkach cz. XVI.

Przyjechaliśmy do Jazd około południa. Znów przywitał nas nas upał /37 stopni/, znów nas to nie dziwiło, wszak jesteśmy pomiędzy dwoma wielkimi pustyniami. Jazd to jedno z najcieplejszych i najbardziej suchych miast w Iranie.
Znajdujemy hotel. Bardzo ładny i bardzo niedrogi. 25 zł za osobę ze śniadaniem za noc. Ach...;-) 


wtorek, 3 grudnia 2013

[iran] Pustynia Lut - Kaluts. Iran w odcinkach cz. XV.

27 września 2013
Pustynia Lut - Kaluts. Iran w odcinkach cz. XV.

Do Kerman zajechaliśmy zaraz po wschodzie słońca. Przejechaliśmy ponad 500 kilometrów, a krajobrazy tu jakieś podobne. Pustynia i góry. W Kerman, w którym niespecjalnie jest co robić, szybko znaleźliśmy hotel. Za całe 3 dolary od osoby. Nie był może tak piękny jak te dotychczas, ale nie byliśmy w mieście odwiedzanym przez turystów. Tak czy inaczej, wyglądał lepiej niż hotele w Katmandu czy w Delhi, w których miałem sposobność spać. Z rana umówiliśmy sobie transport na popołudniową wycieczkę. Naszym celem była pustynia Lut, a dokładniej Kaluts, czyli ostańce z piasku, które to ponoć warto zobaczyć. Byliśmy bardzo ciekawi, zwłaszcza, że do tej pory oglądaliśmy tylko miasta. Nareszcie jakaś odmiana. Do Kaluts z Kerman jest około 145 kilometrów. Za kurs tam i z powrotem taksówkarz zażyczył sobie 70zł. Z wrażenia nie chcieliśmy się targować.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

[iran] Persepolis. Iran w odcinkach cz. XIV

26 września 2013
Persepolis. Iran w odcinkach cz. XIV.

Persopolis leży jakieś 60 km od Sziraz. Jedziemy na miejsce taksówką. Jest nas czwórka, więc szybko i tanio. Po drodze mijamy taki ciekawy mural.


niedziela, 1 grudnia 2013

[iran] Sziraz - Meczet Nasir-Ol-Molk. Iran w odcinkach cz. XIII.

26 września 2013
Sziraz - Meczet Nasir-Ol-Molk. Iran w odcinkach cz. XII.

Wieczorem, leżąc w hotelowym łózku,  wyczytałem w przewodniku, że jest tu taki ciekawy, fotogeniczny meczet. I koniecznie trzeba odwiedzić go o wschodzie słońca. Zerwaliśmy się więc zaraz po szóstej i szybko lecimy. Na ósmą byliśmy umówieni z taksówkarzem na Persopolis. Mapka nie była dokładna, ludzie też nie specjalnie nas rozumieli i meczetu nie ma. Kończy sie czas, wracamy już do hotelu, kiedy... jest! W bocznej uliczce, schowany, ledwo widoczny. Szybko wpadamy do środka...