wtorek, 26 lutego 2013

[indie] Ladakh. Dzień 5.

20 czerwca 2012
Panamik - Pangong Tso

Rankiem pospacerowaliśmy się trochę po wiosce. W zasadzie nic się nie działo, ot normalne życie. Pani piekła na rozgrzanym kamieniu czapati, czyli placki z mąki i wody. A niedaleko stąd stąd w górze doliny lodowiec Siachen i strzelanie z Pakistańczykami.


[indie] Ladakh. Dzień 4.

19 czerwca 2012
Turtuk - Hunder - Diskit - Panamik



Spało się doskonale. Turtuk leży na wysokości 2800 m, więc 800 metrów niżej niż Leh. Wczesnym świtem budzi nas jakiś hałas na drodze. Okazało się, że dziś z rana ze wsi wyszedł redyk. Niestety załapaliśmy się sam koniec. 

poniedziałek, 25 lutego 2013

[indie] Ladakh. Dzień 3.

18 czerwca 2012
Leh-Khardung La-Diskit-Turtuk

Z samego rana jeep podjechał pod hotel. Plan był bardzo ciekawy i ambitny. Dolina Nubry, leżąca na pograniczu indyjsko-pakistańskim, wioska Turtuk otwarta przez wojsko dopiero pod koniec 2010 roku, wysokie przełęcze mierzące ponad 5tys i jezioro Pangong Tso. Wszystko w cztery dni.
PIerwszy punkt programu. Wjeżdżamy na Khardung La. Posiada ona dumne miano najwyższej przejezdnej przełęczy na świecie o wysokości 5610m. Co prawda, jej wysokośc jest nieco zawyżona, ale 5365m i tak robi wrażenie. 

[indie] Ladakh. Dzień 2.

17 czerwca 2012
Leh - Hemis - Thiksey - Leh
Dziś w ramach aklimatyzacji bierzemy taksówkę i jedziemy pooglądać Dolinę Indusu i klasztory buddyjskie, których tu w okolicy pełno. Piotrek zostaje, by zastosować aklimatyzację indywidualną. Znaczy spanie w hotelu. Jesteśmy jeszcze przed sezonem, ten zaczyna się od lipca, więc turystów jeszcze niewielu. W miarę cicho i spokojnie, jak na warunki indyjskie oczywiście.
Wpierw jedziemy do Hemis, gdzie mieści się najbardziej znany klasztor. Oglądamy, zwiedzamy, ale jakoś tak... bez rewelacji. Plączemy się wraz z grupką japońskich turystów, na nasz widok mnisi zaczynają tańczyć i grać. Ale... jakoś cepelią tu wieje. Mnisi jacyś nienaturalni, coś tu nie gra. Nic to, jedziemy teraz do Thiksey. Zdjęć z Hemis nie ma, pierwsza karta ze zdjęciami gdzieś zaginęła. Bywa.
Wyjeżdżając jeszcze spojrzenie na klasztor.

[indie] Ladakh. Dzień 1.

16 czerwca 2012
Warszawa - Delhi  - Leh

Przepis na wyjazd w teorii jest prosty. Trzeba się zebrać w kilka osób, znaleźć miesiąc urlopu, wolne fundusze i tyle. W teorii proste, a praktyce bywa różnie. Do Ladakhu wyjazd się planował od kilku lat, aż w końcu wyszedł w tym roku.
Wiza, bilety, trochę planowania, pakowanie i gotowe. Jedzie nas siedem osób. Jednym samolotem to byłoby zbyt proste. Logistycznie, z uwagi na różne promocje lotnicze wygląda to tak, że Jarek wyleciał dwa dni wcześniej i będzie na nas czekał w Leh. Ja z Mateuszem lecę z Warszawy do Frankfurtu, tam spotykamy Magdę i Danielę, razem lecimy do Delhi. Tam na lotnisku spotykamy Piotrka, który leciał przez Amsterdam. W Leh spotykamy się z Jarkiem, a następnego dnia przylatuje jeszcze Agata. Proste nie? ;-)

piątek, 22 lutego 2013

[beskid niski] 29 grudnia 2012 - dzień z widokami

Raz na kilka lat przytrafia się dzień, kiedy widać niemalże wszystko. Tego dnia, jak się okazało później, widoczność sięgała 250km ( np. Alpy Rodniańskie z Rumunii ). Gdyby człowiek wiedział... ;-)
 Ale źle nie było. Z Zawadki też da się coś zobaczyć. Rankiem udaliśmy się na górę nad PGR, obok Popowej Polany. Widoki fantastyczne.


czwartek, 21 lutego 2013

[słowacja] Cerkwie Beskidu Niskiego /28.12.2012/

Czasem w Zawadce bywa tak, że pogody nie ma, a siedzieć w chałupie się nie chce. Auto jest i chęci są. No to jedziemy przypomnieć sobie jak wyglądają, bardzo ładne przecież, cerkwie z drugiej strony Barwinka
Na początek Niżny Komarnik


[beskid niski] 18-21.10.2012 - JESIENNIE...

W październiku udało się wyskoczyć na kilka dni w Beskid Niski. Pogoda dopisała wręcz nieprzyzwoicie. Podzieliłem zdjęcia na trzy grupy.
Pierwsza to "Dolinami" - czyli to co można zobaczyć spacerując dolinami Beskidu Niskiego.
Druga to " Jesiennie" - pokazująca piękne barwy jesieni Beskidu. Fotografie pochodzą z okolic pomiędzy Kwiatoniem, Zdynią a Krempną.
Trzecią nazwałem "Widokowo", bo korzystając z pięknej pogody i świetnej widoczności, codziennie udało się dostrzec na końcu horyzontu odległe o 100 kilometrów Tatry.




[beskid niski] 18-21.10.2012 - DOLINAMI...

W październiku udało się wyskoczyć na kilka dni w Beskid Niski. Pogoda dopisała wręcz nieprzyzwoicie. Podzieliłem zdjęcia na trzy grupy.
Pierwsza, prezentowana poniżej, to "Dolinami" - czyli to co można zobaczyć spacerując dolinami Beskidu Niskiego. Fotografie pochodzą z Kwiatonia (1), Przysłopia (2), Smerecznego (3,4,5) Zdyni ( 6,7,8), Radocyny ( 9,10,11,12) i Krempnej (13,14,15 )
Druga to "Jesiennie" - pokazująca piękne barwy jesieni w Beskidzie.
Trzecią nazwałem "Widokowo", bo korzystając z pięknej pogody i świetnej widoczności, codziennie udało się dostrzec na końcu horyzontu odległe o 100 kilometrów Tatry.


środa, 20 lutego 2013

[beskid niski] 18-21.10.2012 - WIDOKOWO


W październiku udało się wyskoczyć na kilka dni w Beskid Niski. Pogoda dopisała wręcz nieprzyzwoicie. Podzieliłem zdjęcia na trzy grupy.
Pierwsza to "Dolinami" - czyli to co można zobaczyć spacerując dolinami Beskidu Niskiego.
Druga to "Jesiennie" - pokazująca piękne barwy jesieni w Beskidzie.
Trzecią nazwałem "Widokowo", bo korzystając z pięknej pogody i świetnej widoczności, codziennie udało się dostrzec na końcu horyzontu odległe o 100 kilometrów Tatry. Fotografie pochodzą znad wioski Przysłop (1,2,3,4), z podejścia pod Dębi Wierch nad Radocyną (5) i ze szczytu Wysokie (6,7,8).



[turcja] Stambuł - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część X /9,21,22.10.2011/

Stambuł to początek i koniec naszej krótkiej niestety podróży do Turcji.
Lądowaliśmy od strony miasta, z pięknym widokiem na centrum miasta.


[turcja] Kapadocja II - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część IX /20.10.2011/

Wśród turystów największa atrakcja Kapadocji jest zwiedzanie jej o wschodzie słońca z pokładu balonu. Trochę nas kusiło, aby się przelecieć. Jednak po bliższym zapoznaniu się z tematem zrezygnowaliśmy. Cena - ok 100-200 euro za godzinny lot ściśnięty z pozostałymi 15 osobami w niedużym przecież koszu. Toteż dziewczyny postanowiły się wyspać, a ja pójść na wschód słońca z widokami na wznoszące się wokół balony. Wyszedłem z hotelu, ciemno i pusto, tylko po ulicach co chwilę jakiś busik wiozący ludzi bądź cały zwinięty balon szybko przemykał ulicą. Ja sobie wlazłem na górkę, jakieś 10-15 minut od hotelu. I...
No i było jak w balonie ;-) Piękny widok na Erciyes Dagi...


[turcja] Kapadocja I - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część VIII /19.10.2011/

Dojechaliśmy tu wczesnym porankiem. Pogoda nas nieco zmroziła. Minus 3 stopnie tu wobec 28 stopni w Urfie robiło znaczącą różnicę. Do tego vhmury, słońca brak. No nic. Trochę nas wcześniej ta Turcja rozpuściła w tym temacie. Na dworcu otoczyli nas wszelacy naganiacze, a każdy z nich miał mnóstwo cudownych ofert. Odwiedziliśmy jakieś biuro. Okazało się, że mogą nas zawieźc "za darmo" do Goreme, a przy okazji zaproponowano nam hotel, całkiem sensowny bo za 20L, przejazd do Stambułu za 40L i całodniową wycieczkę po południowo-zachodniej części Kapadocji za całe 55L.
Dowieziono nas do hotelu, okazał się całkiem sympatyczny. Po tradycyjnej herbacie ruszyliśmy do muzeum w Goreme.


wtorek, 19 lutego 2013

[turcja] Urfa - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część VII /18.10.2011/


Kontynuowaliśmy naszą podróż wzdłuż wschodnich i południowych rubieży Turcji. Tym razem jechaliśmy obok niespokojnej obecnie Syrii. Syria  z Jordanią były naszym celem wyjazdu, nawet bilety już zakupiliśmy. Niestety LOT odwołał loty i stąd pojawił się pomysł nieodległej Turcji.
Pod wieczór dojechaliśmy do Urfy. Miasto nazywa się faktycznie Sanliurfa, co oznacza wspaniała Urfa, ale wszyscy poprzestają na nazwie Urfa. Choć miasto rzeczywiście jest wspaniałe.Do tego klimat urzekał. Spokojnie, cicho, w miarę czysto. Bardzo dobre miejsce by odpocząć po intensywności podróżowania po Kurdystanie. Urfa, co prawda też jest zamieszkiwana przez Kurdów, ale silne są tu już wpływy bliskiej Syrii.
Hotel znaleźliśmy bez problemu, dość tani 50 TL za trójkę. A warunki bardzo dobre.
Urfa jest stara i piękna. Wedle tradycji to tu rozpoczął swoją misję prorok Abraham. Tu tez miał być zrzucony przez króla Nemroda z wysokiej skały. Bezskutecznie, bo przeżył. Ale to miejsce jest teraz celem muzułmańskich pielgrzymek. Bo Abraham jest uznawany za proroka w islamie, ino zwie się Ibrahim.
 Z wieczora wybraliśmy się rzucić okiem na miasto. W centrum największa budowlą jest meczet Ulu Cami.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

[turcja] Diyarbakir - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część VI /17.10.2011/

Późnym popołudniem dojechaliśmy do położonego nad Tygrysem Diyarbakir, miasta o 5000 letniej historii, będące obecnie nieformalna stolicą Kurdystanu. Miasto pełne Kurdów, ponoć najbardziej konserwatywne w całej Turcji. Do tego z racji codzienności napięć na linii Turcja-Kurdowie, często jest tu po prostu niebezpiecznie. Demonstracje, zamieszki uliczne, wojsko, policja. No ale skoro naszym celem jest objazd po Kurdystanie, to nie możemy pominąć Diyarbakir. 
Szukamy hotelu, jakoś tu trochę drożej, ale udaje się znależć za nasza tradycyjna cene 50 TL za trójkę. Nawet nie wygląda jakos norowato. Hotel zwał się GAP. Miał przyjemne patio w środku. Obsługe mówiąca "dobrzie?" i dominujący kolor - różowy. Okiennice, framugi, ściany, meble, zasłony - wszystko w kolorze różowym. Do tego przy naszym pokoju siedziała sobie ok 40 letnia, słusznych kształtów kobieta, susząca sobie włosy. W pokojowym telewizorze natknąłem sie na kanał zwący się Hustler TV z zawartością niekoniecznie romantyczna, choć o miłości było cały czas ;-) Wieczorem PYSZNY barani kebap. najlepszy w całej Turcji.
I całkiem dobry ajran, który jak widać piłem i piłem...


niedziela, 13 stycznia 2013

[foto] 12 wybranych zdjęć 2012 roku - suplement

Jak już pisałem, jedna dwunastka wybrana wczoraj okazała się za mała. Toteż dziś suplement. I nie są to bynajmniej zdjęcia jakoś bardzo odbiegające od tych wczorajszych.
Tym razem z Indii aż 8, 3 z Azji Środkowej i jedno z Beskidu Niskiego.



sobota, 12 stycznia 2013

[foto] 12 wybranych zdjęć 2012 roku - subiektywnie

Rok 2012 był dość niezwykły, w którym dominują dwa większe wyjazdy. Siłą rzeczy brakowało już trochę czasu na jeżdżenie gdzieś indziej. I do tego zupełnie nie mogę wybrać jakieś sensownej dwunastki. Każdego dnia co innego mi się zaczyna podobać. No nic. Pod spodem zatem wersja z dziś. Trochę statystyki: Azja Środkowa (7), Indie (3), Bieszczady (1) i Beskid Niski (1). Tak sobie myślę, że wrzucę niedługo jeszcze kolejną, niewiele odbiegającą dwunastkę ;-)

wtorek, 15 maja 2012

[bieszczady] Kolory majowej burzy

[Habkowce - Bieszczady].
04.05.2012

Zbierało się kilka dni na wielka burzę. W końcu przyszła, może nie specjalnie wielka, ale za to bardzo kolorowa, nasycona, pięknie oświetlona.



[bieszczady] Jeziorka Duszatyńskie

02.05.2012

Kilka dni w Bieszczadach, pogoda piękna, ale jakaś taka niefotograficzna. Ale warto nosić kilka dni aparat by na takie 10 minut się przydał. Pewnie o świcie było tu jeszcze piękniej, ale to co widziałem w pełni mnie raduje ;-)


czwartek, 12 kwietnia 2012

[turcja] Hasankeyf - czyli Turcja Wschodnia cz. IV

W Vanie z rana podjechaliśmy na dworzec. Komunikacja w Turcji,  nawet tej wschodniej, "azjatyckiej" stoi kilka poziomów wyżej niż ta w Polsce. Nowoczesne, wygodne autobusy, panele z muzyką i TV przy każdym siedzeniu, klima, obsługa roznosząca napoje zimne i gorące, słodycze... Do tego nie ma problemów ze znalezieniem właściwego autobusu. Wystarczy, że pojawiliśmy się w okolicy dworca, już zapytano nas gdzie chcemy jechać. Za chwilę zostaliśmy zaprowadzeni do właściwej kasy, a później do autobusu. Nasz jechał do Adany. My mieliśmy jechać do miasta Batman a potem przesiąść się w dolmusza do Hasankeyf. Jakie to proste. Oczywiście zdążyliśmy jeszcze wypić herbatę ;-)
Ruszyliśmy. Po drodze piękne widoki na jesienną południowo-wschodnią Anatolię.

[włodawa] Wiosna

Nie trzeba się z domu ruszać by sobie poobserwować bociana. Ten tu przyleciał, usiadł na kominie i tak sobie siedzi ( stoi? ).  Wygląda na to, że wybrał się do miasta w poszukiwaniu miastowej wybranki ;-) Ma się wymagania....


niedziela, 18 marca 2012

[turcja] Van - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część III /14.10.2011/

Z Dogubayazit do Van dostać się nie problem. Idziemy na skrzyżowanie spod którego odjeżdżają busiki do Van. zaraz za miastem - piękne widoki na Ararat.


poniedziałek, 20 lutego 2012

[turcja] Ararat - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część II /12.10.2011/

Część II - Ararat
Z Karsu jedziemy do Dogubayazit. Na dworcu szybko szybko jesteśmy kierowani do właściwego busika, który jak się okazało wywozi nas do dworca pod miastem, gdzie po chwili podjeżdża właściwy autobus. A poniżej Pan z taaaką tubą ;-)


środa, 15 lutego 2012

[turcja] Ani - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część I /11.10.2011/

Ani, położone na granicy "przyjaźni" z Armenią, nie jest miejscem jakoś specjalnie znanym. Położone na typowym końcu świata, około 50 kilometrów od Kars, które swoją drogą też jest niezłą dziurą. Jeszcze niedawno teren był zamknięty z uwagi na bliskość granicy i wedle armii, wielką strategiczność okolicy. Nie tak łatwo tu się dostać, brak regularnej komunikacji. Przewodnik donosił, że należy spotkać w Karsie niejakiego Cecila Ersoglu. Przy czym, ponoć, nie trzeba było go szukać, ponieważ to Cecil szybciej znajdzie ciebie. Niestety jakoś nas nie mógł znaleźć, więc udaliśmy się do dużego , fajnego hotelu, najlepszego w mieście. I w recepcji zapytaliśmy pewnego pana czy zna Cecila. Owszem, znał, bo to był on ;-) Okazało się, że Cecil nie szukał nas w hotelu  w którym sie zatrzymaliśmy, bo przecież  nasz Ahmet Ilmaz Hotel nie został przez niego zaliczony do hoteli w których można było spotkać zagranicznych turystów. Cóż, był najtańszy w mieście ;-) Koniec końców za ok 15 euro zabrał nas do Ani.
Początki Ani sięgają IV wieku, kiedy to miejsce znaleźli i zasiedlili Ormianie. Największe chwile miasto przeżywało w wiekach X i XI, gdy przez ponad sto lat była to stolica Armenii. Później różne podboje Seldżuków i  Mongołów doprowadziły miasto do ruiny. Całość zwieńczyło trzęsienie ziemi i na wiele stuleci zapomniano o tym miejscu. Dopiero w XX wieku rozpoczęły się tu wykopaliska archeologiczne.

Na początku witają nas resztki imponujących murów


poniedziałek, 2 stycznia 2012

[foto] 12 wybranych zdjęć 2011 roku -subiektywnie

Blog przeżywa ciężkie czasy, ale obiecuje z nowym rokiem się zabrać za zaległości. Na początek tradycyjna już zabawa, bo i czas na podsumowanie odpowiedni.Wybrać było w tym roku strasznie ciężko, od wczorajszych przymiarek do dziś zmieniło się 4 z 12 zdjęć. Druga 12-ska chyba niewiele się różni. Ale cóż. 12 to 12. Najpełniej reprezentowana jest Turcja z 4 zdjęciami. Dalej Uzbekistan (3), Tatry (2), Berlin, Czarnohora, Beskid Żywiecki po 1 zdjęciu.



piątek, 29 lipca 2011

[berlin] "...moja ulica murem podzielona"

Z Berlinem chyba najbardziej się kojarzy mur. Nie stał długo, niecałe 30 lat, a jakaż legenda! rozebrano go niemal w całości z wielką radością w 1989 roku.
Dziś z berlińskiego muru i DDR-u zrobiono kolejna atrakcje turystyczną. Choć chyba na poziomie cepelii.


poniedziałek, 18 lipca 2011

[berlin] Weekendowo.

Udało się pojechać i wrócić. 48 godzin w Berlinie to niewiele, ale dobre i to ;-) Więcej zdjeć i jakiś opis wrzucę jeszcze dziś na picasę ( juz są: https://picasaweb.google.com/pawel.goleman/Berlin1416072011 ). Tu pewnie też jeszcze się coś niebawem pojawi, o Murze chociażby, bo to fajny temat na oddzielnego posta. Teraz tak tylko na szybko - i uprzedzam, pocztówkowego Berlina u mnie  tu nie ma. ;-)



poniedziałek, 11 lipca 2011

[włodawa] 10.07.2011 ach te chmury... ;-))

Wczoraj pod wieczór przyszła wielka burza, pogrzmiało, popadało a później, na chwilkę przed zachodem słońca na niebie rozpoczęło się przedstawienie. Zatem usiadłem na balkonie i sobie patrzyłem, czasem tylko sięgając po aparat. Cudnie, i nie trzeba sie było z domu ruszać ;-D. I na zdjęciach wszelakie mazy, plamy, odcienie.. mmm....


środa, 29 czerwca 2011

[czarnohora] 23-26.06.2011

No i udało się pojechać i wrócić. Howerla już drugi raz oparła się i wejść nie pozwoliła. Cóż, spróbujemy trzeci raz. Pogoda była kiepska, ale i tak lepsza od tej prognozowanej.
Dłuższa opowieść na Picasie, tu tylko kilka zdjęć...