sobota, 28 lutego 2015

[latino] Arequipa czyli wstępujemy do klasztoru

Latino - cz. 39
21-22 września 2014
Arequipa czyli wstępujemy do klasztoru.

Wczesnym rankiem po całonocnej jeździe znaleźliśmy się w Tacna, pierwszym przygranicznym mieście lezącym w Peru. Szybko kupiliśmy bilety ( 20 soli ), zjedliśmy jakieś szybkie śniadanie w dworcowym barze i zaraz po tym siedzieliśmy w autobusie do Arequipy. Sześc godzin minęło nam na przysypianiu. Autokar był klasy semicama, stąd nie zobaczyliśmy kolejnego traumatycznego filmu miejscowej produkcji. Była w zamian jakaś szmira prosto z Hollywood. Wczesnym popołudniem wylądowaliśmy na dworcu w Arequipie. Bierzemy dwie taksówki i jedziemy szukać hotelu. Taksówkarz zawiózł nas do polecanego przez siebie hotelu. Był blisko głównego placu, wyglądał naprawdę bardzo przyzwoicie. Nazywał się Mochileros i kosztował 20 soli. Nie ma sensu szukać czegoś więcej. 
Po prawie całej dobie jazdy czas na odpoczynek. Dziś tylko lekkie zapoznanie się z miastem.
Arequipa to drugie po Limie miasto w Peru. Założone przez Hiszpanów w 1540 roku, mieszka tu obecnie 800 tysięcy ludzi. Nazywane Białym Miastem z racji białego wulkanicznego kamienia, z którego wznosi się tu budynki od kilku wieków. Od kilkunastu lat wpisane jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. 
Miasto położone jest u stóp dwóch wielkich sześciotysięcznych wulkanów: Chachani i El Misti na wysokości ok. 1600 metrów npm. El Misti, pięknie wykrojony szczyt, o równo opadających zboczach jest symbolem miasta. Widać go prawie z każdego zaułka. Trzeba tylko wysoko patrzeć. 4,5 kilometra wyżej! Turyści przyjeżdżają tu głównie by ruszyć stąd do kanionu Colca. Nie byliśmy oryginalni. Też mieliśmy taki plan.

piątek, 27 lutego 2015

[latino] San Pedro de Atacama czyli rowerami na księżyc

Latino - cz. 38
19-20 września 2014
San Pedro de Atacama czyli rowerami na księżyc

Bus powoli zjeżdżał w kierunku San Pedro de Atacama. Jechaliśmy piękną, równą jak stół, drogą asfaltową. Po prawej powoli przesuwał się olbrzymi Licancabur. Aż się trochę żal robiło, że jednak odpuściliśmy zdobywanie tak pięknej góry.  



środa, 21 stycznia 2015

[latino] Laguna Verde czyli na krańcach Boliwii

Latino - cz. 37
Laguna Verde czyli na krańcach Boliwii

Wpierw pojawił się On. Czyli wulkan Licancabur. Niemalże sześciotysięcznik, bo do tego miana brakuje mu tylko 80 metrów. Z okna prezentował się niezwykle. Dominujący w krajobrazie, o równo wznoszących się zboczach pieknie wykrojonych na tle błękitu nieba. Przyprószony śniegiem podkreslającym znaczną wysokość. W jego kraterze kryje się niewielkie jeziorko uchodzące na najwyżej położone na świecie. Wszystko to niewątpliwie kusiło i zachęcało.
Był plan by zatrzymać się tutaj. I wejśc na szczyt. Jakieś mapki i zdjęcia miałem wydrukowałem jeszcze przed wyjazdem. Podejście ponoć nie przedstawia żadnych trudności. Trzeba tylko wytrwale iść pod górę. Wedle opisów: "dwa kroki w górę, jeden w dół", bo terez mocno zerodowany i osypujący się. Niestety, do podejścia było ponad 1,5 kilometra w pionie. Dużo. Wręcz bardzo dużo. 
Zatrzymaliśmy się u stóp jeziora, na wysokim, siegającym kilkunastu metrów, brzegu. Widokowi nic nie można było zarzucic. Idealnia kompozycja zieleni laguny, rdzawobrazowej góry pobielonej śniegiem na tle rażącego oczy błękitu nieba. Piękne pożegnanie z Boliwią. 


[latino] Rezerwat Eduardo Avaroa czyli Salvador Dali w gorącym źródle.

Latino - cz. 36
19  września 2014
Rezerwat Eduardo Avaroa czyli Salvador Dali w gorącej kąpieli.

Chyba było koło siódmej rano. Byliśmy już nieco rozbudzeni wrażeniami z Sol de Manana. Zjeżdżaliśmy lekko w dół w kierunki nieodległej już Laguny Salada. Choć słońce wdzierało się do auta, telepaliśmy się z zimna. Przed nami kolejna atrakcja. Aguas Calientes, czyli gorące źródła. Zasadniczo w planie była tam kąpiel, ale jakoś nikt nie wyobrażał sobie, że ma się na tej zimnicy rozebrać i wejść do wody. Nic to, najwyżej podjedziemy i popatrzymy na tych odważnych i zdeterminowanych. Stajemy.
Przed nami ginąca w porannym słońcu Laguna Salada. Przy jej brzegu widać obłoki pary wodnej unoszącej się nad niewielkim rozlewiskiem.  Obok mały budynek, kilkanaście aut i mały tłum turystów. I tych ciekawych, tylko patrzących i tych odważnych, siedzących w niewielkim basenie. 


środa, 7 stycznia 2015

[latino] Sol de Mañana czyli boliwijski gejzer z rury

Latino - cz. 35
19  września 2014
Sol de Mañana czyli boliwijski gejzer z rury

Obudziliśmy się gdzieś chwilę przed czwartą. To jest dobra pora by się kłaść a nie wstawać. Ale co było robić. Ponoć gejzer nie lubi czekać na turystów i sam z siebie rankiem się budzi. Śniadanie zjedliśmy w milczeniu. A raczej w półśnie. Było zimno. Choc to mało powiedziane. Było bardzo zimno. Nie wiem, ale przynajmniej -10 stopni poniżej zera i jakaś duża wilgotność. Nie szło się ogrzać. Zalegliśmy w jeepie i próbowaliśmy spać. Było to dość trudne, droga prowadziła przez jakieś wielkie wertepy i trzęsło okrutnie.  Po jakieś godzinie jazdy w takim półśnie zaczyna się rozjaśniać. Krajobraz szary, niewielkie  pagórki i przeraźliwy chłód, nawet w aucie. Cały czas lekko w górę. Już blisko 5000 metrów npm. Po kilkunastu minutach stajemy. Oto pierwszy punkt programu. Gejzer Sol de Mañana, czyli Słońce Poranka ;-) Słońca jeszcze nie ma, wychodzimy z auta. Z oddali słychać szum. Patrzymy skąd dochodzi, widzimy wysoki na kilkanaście metrów słup pary wodnej. Kierowca z z uśmiechem pokazuje i z dumą mówi: "To jest  gejzer Sol de Mañana". Przyznaję, że miałem nieco inne wyobrażenia w kwestii gejzerów, ale niechże i tak będzie. Podchodzimy bliżej. Ludzi sporo. Stoją, patrzą, robią sobie zdjęcia. Przed  nami wielki obłok pary, który z wielkim hałasem wylatuje niczym gotująca się woda z czajnika. No fajnie, ale wrażenie nie robi. Podchodzimy pod sam "gejzer" i widzimy, że wszystko to wydobywa się z cienkiej, może dwucentymetrowej rury. Czar pryska, zaczynamy się śmiać. Gejzer po boliwijsku, czyli para z rury uruchamiana wedle zapotrzebowań. Lepiej byśmy tego nie wymyslili.

poniedziałek, 5 stycznia 2015

[latino] Laguna Colorada czyli żegnamy dzień na czerwono.

Latino - cz. 34
18  września 2014
Laguna Colorada czyli żegnamy dzień na czerwono.

Dzień powoli miał się ku końcowi. Na koniec zajeżdżamy nad Lagunę Colorada. To chyba najbardziej znane miejsce naszej wycieczki wyłączając oczywiście Salar de Uyuni. Mamy co prawda wątpliwości czy jest w stanie nas jeszcze zadziwić po takim dniu, szczelnie wypełnionym nadmiarem zachwytów. Jest późne popołudnie, godzina do zachodu słońca. Wieje bardzo silny wiatr i jest przenikliwie zimno. Przystajemy nad wysoką skarpą. Wysiadamy i ... już widać, że jest przepięknie. 


[latino] Arbol de Piedra czyli jesteśmy w Tybecie

Latino - cz. 33
18  września 2014
Arbol de Piedra czyli jesteśmy w Tybecie.

Dzień się jeszcze nie skończył. Od rana nasze zmysły są atakowane przez niewidziane wcześniej w życiu krajobrazy. Dobrze, że jest aparat, bo trudno znaleźć odpowiednie słowa opisujące to co widzimy, by nie otrzeć się o banał. Jedziemy dalej. Mijamy kolejną lagunę, Chiar Khota. Słońce schowało się za coraz rozleglejsze chmury. 


niedziela, 4 stycznia 2015

Gdzie tu by jeszcze pojechać?

Koniec roku sprzyja wszelakim podsumowaniom. Idąc trochę tym tropem, też skusiłem się na jedno małe zestawienie. Ale będzie to ucieczka w przód. Czyli gdzie bym chciał pojechać, gdybym mógł ;-) Taka swoista lista życzeń. Zadaję zatem kłam stwierdzeniom, że byłem już wszędzie...
No i będzie to jedyny wpis gdzie nie będzie prawie żadnych moich zdjęć. Co nie oznacza, że nie będzie czego oglądać. Wręcz przeciwnie... Ino trzeba w linki klikać, bo jednak zdjęć na blogu nie będzie. Prawa autorskie... 
Zaczynamy zatem:


12. JORDANIA
Kilka lat temu miałem już w ręku bilety lotnicze na dwa tygodnie w Syrii i Jordanii. Miałem, ale w Syrii zrobiło się niestety groźnie i z wyjazdu nici. O ile Syria na długie lata wypadła z listy krajów bezpiecznych to Jordania wciąż kusi. Atmosfera Bliskiego Wschodu, bazarów, dobrego jedzenia, uśmiechniętych ludzi. Kusi gorący czerwony piasek na pustyni Wadi-Rum. Kusi tajemnicza Petra.

Wadi Rum

poniedziałek, 29 grudnia 2014

[latino] Laguna Hedionda czyli bez zmian: flamingi, wulkany i błękity.

Latino - cz. 32
18  września 2014
Laguna Hedionda czyli bez zmian: flamingi, wulkany i błękity.

Ledwo ruszyliśmy oszołomieni widokami Laguny Canapa, po chwili mamy powtórkę z rozrywki. Przed nami Laguna Hedionda. Jest większa, wygląda też na bardziej popularną. Na brzegu widać jakąś infrastrukturę turystyczną. Kilka skromnych budynków, część brzegów jest także ogrodzona (!!!). Zapewne też tu grupy wycieczkowe jedzą obiad. My takowy już zaliczyliśmy nad Laguną Canapa. 

wtorek, 23 grudnia 2014

[latino] Laguna Cañapa czyli flamingi w roli miętowego opłatka

Latino - cz. 31
18  września 2014
Laguna Cañapa czyli flamingi w roli miętowego opłatka

Ani się obejrzeliśmy, objechaliśmy wulkan Cañapa i oczom naszym ukazał się widok na który zaczynało już brakować słów. Laguna Cañapa. Ciemnoniebieskie jezioro z białymi od wyschniętej soli brzegami na których porastają bujne kępy żółtych traw. Wokół przepiękne góry o rdzawo-czerwonych odcieniach kolorystycznych. Nad tym wszystkim niezwykły błękit nieba ozdobiony haftem z najróżniejszymi wzorami białych chmur. Mało? To w roli miętowego listka wystąpiły święcące bielą i obłędnym różem setki flamingów. No nic tylko usiąść i zamilczeć.   


[latino] W krainie wulkanów czyli pościg za błękitem nieba

Latino - cz. 30
18  września 2014
W krainie wulkanów czyli pościg za błękitem nieba


Rankiem widok za oknem nie nastrajał zbyt optymistycznie. Nic się nie zmieniło od wczoraj. Chmury i silny wiatr.  Jednak jak się bliżej przyjrzeć to była nadzieja. Daleko na wschodzie widać było cieniutki niebieski pasek nad horyzontem. To był mały promyk nadziei. 
Promyk nadziei szybko zgasł kiedy okazało się, że wczorajsza niedyspozycja mojego aparatu nie była przypadkowa. Dziś też odmówił posłuszeństwa. Tym razem już uczynił to definitywnie.
Szybko się zebraliśmy i jedziemy. I co nas ucieszyło najbardziej, jechaliśmy w stronę tego cieniutkiego niebieskiego paseczka.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

[latino] Salar de Uyuni cz.3 czyli czy ma ktos trochę soli?

Latino - cz. 29
17  września 2014
Salar de Uyuni cz. 3 czyli czy ma ktos trochę soli?

Ruszyliśmy na południe. Dobrze jechać w dwa auta. Siedząc w środku i obserwując zza szyby mijany krajobraz pierwszy samochód przypomina o proporcjach wyschniętego jeziora. Mijaliśmy małe wysepki, które wydawały się być na odległość ręki, a do których piechotą w jeden dzień zapewne by się nie doszło.



[latino] Salar de Uyuni cz.2 czyli o wpływie kaktusów i soli na zdrowie psychiczne

Latino - cz. 28
17  września 2014
Salar de Uyuni cz.2 czyli o wpływie kaktusów i soli na zdrowie psychiczne

Isla Pescado, czyli Rybia Wyspa. Trudno tu spodziewać się ryb, zarówno na wyspie jak i dookoła. Nazwa wzięła się ponoć z kształtu wyspy. Jadąc ku niej z daleka widzi się wynurzający grzbiet wielkiej ryby. Koncepcja nawet przekonywująca, ale na salarze z daleka każda wyspa tak wygląda.

piątek, 19 grudnia 2014

[latino] Salar de Uyuni cz. 1 czyli samochodem przez jezioro

Latino - cz. 27
17  września 2014
Salar de Uyuni cz. 1 czyli samochodem przez jezioro

Dzień zaczął się od przysłowiowego trzęsienia ziemi. Mój kochany aparat odmówił współpracy. W momencie jak zaczynamy wycieczkę, która uchodzi za najważniejszy punkt programu. Z bezsilności nie wiem co robić, myśleć. Zbieramy się pod biurem. Auta już czekają. Jeszcze tylko kupujemy kilka baniaków z wodą. Coś pić przez te dni trzeba. Ruszamy.
Pierwszy punkt programu to wizyta na cmentarzysku pociągów. Kilka kilometrów od Uyuni na bocznym torze stoją dawno już wycofane parowozy, lokomotywy i wagony. Stoją i czekają na przeżarcie przez rdzę i wchłonięcie przez pustynię. Póki co, są turystyczną atrakcją.
Jeszcze jestem lekko oszołomiony niedyspozycją mojego aparatu, wyciągam komórkę i coś tam usiłuje zrobić... 


środa, 17 grudnia 2014

[latino] Jedziemy do Uyuni czyli widoki zza szyby kontratakują

Latino - cz. 26
16  września 2014
Jedziemy do Uyuni czyli widoki zza szyby kontratakują.

Jeszcze niedawno droga do Uyuni zajmowała 6-8 godzin. Te czasy zdaje się już minęły, wedle zapewnień usłyszanych na dworcu zajmie nam to połowę krócej. Ruszamy około godziny 11. Plan na dziś jest prosty. Dojechać, znaleźć nocleg i odpowiednią ofertę wycieczki na Salary. 
Ale teraz chwila relaksu, można rozsiąść się wygodnie i nacieszyć oczy widokami za oknem.


wtorek, 16 grudnia 2014

[latino] Potosi czyli wyprawa do wnętrza góry

Latino - cz. 25
15  września 2014
Potosi  czyli wyprawa do wnętrza góry

Do Potosi przyjechaliśmy głównie dla wycieczki do wciąż czynnej kopalni srebra i innych rzadkich metali. W mieście jest kilka biur, które zajmują się organizacją wycieczki w głąb ziemi. Z miejsca, juz podczas zameldowywania w hostelu, zaproponowano nam taką wyprawę. Mieliśmy adres polecasnego przez wszystkich i wszędzie biura bigdealtour i postanowiliśmy jednak udać się tam. Ponoć tylko tam można liczyć na prawdziwe podziemne wrażenia wśród pracujących górników, a cała reszta to lekki retusz. Biuro jest niedaleko, wchodzimy. Firmę prowadzą byli górnicy, którzy wpadli na lepszy pomysł na życie. Po co się męczyć i narażać życie, lepiej zebrać chętnych gringos i pokazać im jak inni się męczą. Podczas rozmowy bardzo ładnie i rzeczowo opowiedzieli nam ( po angielsku! ) o samej kopalni, o trasie kilkugodzinnej wycieczki. Szacunek mój wzbudzili szczerym podejściem do klienta, czyli do nas. Oznajmili, że nie polecają dzisiejszej popołudniowej wycieczki. Jako, że był poniedziałek, co oznacza że właśnie skończył się weekend. A w pobliskiej wiosce w tym czasie trwała upojna fiesta. Skutkiem tego wszyscy górnicy dziś leczą kaca i w pracy raczej nie będą. Poradzili, byśmy wybrali się jutro, kiedy alkohol z żył juz wyparuje i wszyscy wrócą do roboty. cena wycieczki - 150 boliwianów. Sporo. Niestety szkoda nam było czekać do jutra i tracić całego dnia. Stwierdziliśmy, że skoro dziś i tak nie zobaczymy prawdziwej kopalni to skorzystamy z oferty hostelu, tańszej o 60 boliwianów. Kopalnia to kopalnie, będzie ciemno i gorąco, woda zapewne będzie kapała z sufitu i też będzie fajnie.
Wracamy zatem do hostelu, zakupujemy wycieczkę. Niebawem pojawia się nasz przewodnik. Prowadzi nas na dziedziniec, wyciąga z worów ubranka robocze i zaczynamy się przebierać. Spodnie, gumiaki, kurtki, kask z górnicza latarką i brezentowy plecak na nasze drobiazgi. Rzeczy czyste nie są, ale nie ma to specjalnie znaczenia, tam gdzie idziemy czyściej nie będzie. Mamy dużo radości z ubierania się. 


[latino] Potosi czyli cień wiekiej góry warty fortunę

Latino - cz. 24
15-16 września 2014
Potosi czyli cień wielkiej góry warty fortunę.

Do Potosi przyjechaliśmy równo z wschodzącym słońcem. Było trochę przed szóstą rano. Odebraliśmy plecaki, na szczęście wyglądało, że nic im nie brakuje. Wyszliśmy przed dworzec szukając jakiegoś transportu do centrum. Nie było to trudne, należało tylko iść za pasażerami z naszego autobusu. Jeden zakręt w lewo i już stoimy na przystanku. Po chwili podjeżdża miejski autobus. Mieścimy się wszyscy i za 1B jedziemy na główny plac miasta. Z przewodnika doczytaliśmy się, że tam możemy liczyć na niedrogie hostele. Po 20 minutach jesteśmy. Zrzucamy plecaki pod kościołem i idziemy na poszukiwanie noclegu. Godzina jest wczesna, my trochę niewyspani, prosto z gór. Morale takie sobie. Chodzimy po uliczkach w końcu trafiamy na całkiem ładnie wyglądający hostel La Casona.Przeszklone drzwi, w środku dziedziniec z dużą ilością przyjemnego cienia. Akurat jest wolny pokój 10 osobowy. Nam to pasuje. Cena nam odpowiada. 45 boliwianów (22,5zł). Podoba nam się tu, ale dla zasady idziemy do drugiego hostelu znajdującego się naprzeciwko. Tam okazuje się, że w połowie działa a w drugiej połowie jest w remoncie, obsługa nic nie wie. Grzecznie dziękujemy i wracamy do naszego pierwszego wyboru. Chwila na zameldowanie i idziemy spać. 


niedziela, 14 grudnia 2014

[latino] Kordyliera czyli spacer z widokiem na góry - dzień 4

Latino - cz. 23
14 września 2014
Kordyliera czyli spacer z widokiem na góry - dzień 4

To była bardzo zimna noc. Z radością powitałem pierwsze oznaki jasności. Poranek jak marzenie. Czyste, błękitne niebo. Żadnej chmurki. Wyszliśmy zziębnięci z namiotu, wypatrując słońca. Byliśmy jeszcze w cieniu, ale z nadzieją i lekką niecierpliwością obserwowaliśmy jak granica między mrokiem i jasnością, między zimnem i ciepłem przesuwała się coraz niżej. W końcu doczekaliśmy się. Od razu świat stał się piękniejszy. Powoli, powoli robiło się cieplej. Jezioro o poranku wyglądało zjawiskowo. Spokojna powierzchnia odbijała otaczające ją góry. Wszystko takie ciche, zawieszone pomiędzy niebem a ziemią.     


piątek, 12 grudnia 2014

[latino] Kordyliera czyli spacer z widokiem na góry - dzień 3

Latino - cz. 22
13 września 2014
Kordyliera czyli spacer z widokiem na góry - dzien 3

Rano niespodzianka. Otwieram namiot i nastała jasność. Delikatnie usiłuję wstać, zjeżdża całkiem spora lawinka z namiotu. Pada śnieg, widać na sto metrów. Nie zachęca to do wstawania o umówionej godzinie. Pozostaje się odwrócić na drugi bok.


[latino] Kordyliera czyli spacer z widokiem na góry - dzien 2

Latino - cz. 21
12 września 2014
Kordyliera czyli spacer z widokiem na góry - dzien 2

Poranek powitał nas cieplutkim słońcem i błękitem nieba. Noc była dość zimna, wszelka woda wokół namiotów zamarzła, toteż pierwsze chwile po wyjściu ze śpiworów poświęciliśmy na ogrzanie się. Nie było powodów do pośpiechu, czekaliśmy aż na ścieżce wiodącej na przeciwległym zboczu pojawi się druga część ekipy. Przynajmniej mieliśmy taką nadzieję.


czwartek, 11 grudnia 2014

[latino] Kordyliera czyli spacer z widokiem na góry - dzień 1

Latino - cz. 20
11 września 2014
Kordyliera czyli spacer z widokiem na góry - dzień 1

Na treking, bo przecież ile można tłuc się autobusami po drogach Peru i Boliwii, wybrano Cordilliera Real. Po naszemu Kordyliera Królewska lub po prostu Góry Królewskie. Obecną nazwę nadali i rozpowszechnili Hiszpanie.
Kordyliera nagle wyrasta z wysokiego ale względnie płaskiego Altiplano na 2-2,5 km w górę. Taki widok potrafi zrobić wrażenie. To wielkie pasmo zaczyna się gdzieś od jeziora Titicaca i masywów Illampu i Ancohuma a kończy się za La Paz kulminacją w postaci  najwyższego szczytu Illimani.
Jako, że góry zaczynają się niemalże na przedmieściach boliwijskiej stolicy wybieramy je jako miejsce naszego treku. Mamy mapę. Co prawda skala dość podła bo 1:135000 z poziomicami co 100 metrów, ale lepsze to niż nic.

sobota, 29 listopada 2014

[latino] La Paz czyli kup Pan lamę

Latino - cz. 19
10 września 2014
La Paz czyli kup Pan lamę.


Autobus wjechał już do El Alto. Do niedawno było to niezależne miasteczko, położone na zachód od La Paz. Zostało jednak wchłonięte przez rozrastającą się metropolię. Ponoć nie jest tu zbyt bezpiecznie. W przewodniku wyraźnie napisano, że spacerując po tej okolicy niekoniecznie wieczorową porą można z dużym prawdopodobieństwem wrócić nożem w plecach. Jakoś nie chciało się mi wierzyć do końca w co tam napisano, ale nie zamierzałem tego sprawdzać. 

czwartek, 27 listopada 2014

[latino] Jedziemy do La Paz czyli widoki dookoła głowy

Latino - cz. 17
10 września 2014
Jedziemy do La Paz czyli widoki dookoła głowy

Ruszamy w kiedunku La Paz. Autobus pełny, to zresztą reguła. Rzadko kiedy sa jakieś wolne miejsca. Jest to typowo lokalne połączenie. Turystów takich jak my jedzie jeszcze co najwyżej kilku. Rezta to wszelaki miejscowy folklor. Starsze panie z bagażem przewożonym w kolorowych wełnianych chustach. Młode kobiety z z głośnymi dziećmi i z imponującą ilościa bagażu. Panowie ubrani w stroje, które można spotkać na całym świecie, uszyte najprawdopodobniej w Bangladeszu. Powoli wspinamy się pod górę. Za nami zostaje Copacabana z bardzo dobrze widoczną Kalwarią. 

środa, 26 listopada 2014

[latino] Copacabana czyli o wrażeniach z porannej drogi krzyżowej

Latino - cz. 16
9-10 września 2014
Copacabana czyli o wrażeniach z porannej drogi krzyżowej.

Dojeżdżamy. Jest już zupełnie ciemno. Autobus, miast przy dworcu, zatrzymuje sie przy hotelu. Cena 80 boliwianów od osoby nie wzbudza w nas entuzjazmu. Wychodzimy. Staramy sie pilnować naszych bagaży. Uprzedzano nas wcześniej w autobusie, by nie spuszczać ich z oczu. Szybko znajdujemy hotel, Sto metrów dalej za 30 boliwianów ( 15zł ). Pasuje. Pytamy się tylko czy jest wifi. Nie ma ale na nasze specjalne życzenie zaraz będzie. Czekamy chwilkę, przychodzi mlody człowiek. Coś wciska i po chwili jest wifi. Ale jak sie okazuje bez internetu ;-)  Później w Boliwii numer na "działający" internet widzieliśmy dość często. Sieć działa, ale nie ma internetu. Każdy, nawet najmniejszy lokal, hotel reklamuje się dostępnością sieci ale szybko przyzwyczajamy się, że to tylko pobożne życzenia. Albo wabik na turystów. ;-)
Jest ciemno, ale jeszcze wcześnie. Wychodzimy z hotelu w poszukiwaniu kolacji. Najlepiej smacznej. Ulicę dalej jest targ. Niestety jest już powoli zamykany. Wpadamy na chwilkę. W srodku wszystko tonie w mroku. W kilku miejscach małe niewyraźne światło świeczki wskazuje, że coś się tu jeszcze dzieje. Stoisko z owocami i warzywami. Drugie z kaszami i przyprawami. I jedno mięsne. Na ladzie leży obdarta głowa Obcego. Po bliższym rozpoznaniu okazuje się, że mamy do czynienia jednak z głową konia. Mocne wrażenie jak na spacer w półmroku nieznanymi miejscami. 

wtorek, 25 listopada 2014

[latino] W drodze do Boliwii czyli wesoła granica której nie widać

Latino - cz. 16
9 września 2014
W drodze do Boliwii czyli wesoła granica której nie widać.


W Puno zaraz po wyjściu ze statku skierowaliśmy się w stronę obiadu. Akurat przy porcie wybór restauracyjek był dość duży. Ceny umiarkowane, ale jednak turystyczne. Standard odpowiadający smażalni dorsza nad polskim morzem. Porcje duże, wszyscy się najedli, 15-20 soli zaplacili. Na dworzec dojechałem rikszą za całe 2 sole. Raz się żyje. Kupujemy bilety w dworcowej agencji. Jednak zakup biletu to nie wszystko. Tutejszą specyfiką jest to, że prócz biletu trzeba wykupić dodatkowy bilet za korzystanie z dworca. Jest to suma niewielka, jedna, dwie sole. Kolejną ciekawostką, jest to, że przy kupnie biletów trzeba podać dokładne dane: numer paszportu, wiek, zawód (!), narodowość. I to będzie się powtarzało za każdym razem. Każdy bilet, nocleg, wycieczka. Wszystkie rubryki powtarzamy i wypełniamy jak mantrę. 
Nasz cel na dziś to Copacabana, pierwsza miejscowość po stronie boliwijskiej. 
Podjeżdza autobus. Przed wejściem jeszcze jedna kontrola, tym razem bilety i paszport. W końcu siedzimy i ruszamy. Jedziemy cały czas brzegiem jeziora. Jego bliskość sprawia, że nie ma tu jakieś pustki, co chwilę mijamy miejscowość lub pojedyncze gospodarstwa. Czasem trafi się coś specjalnie dla nas, turystów. Jak kiczowate figurki Indian w strojach ludowych. To akurat przypomina zapewne o tym, że teren w okolicy Puno znany jest na całe Peru jako silny ośrodek folkloru. Ponoć doliczono się tu 300 festiwali folklorystycznych rocznie. 

[latino] Wybory w Peru a sprawa polska

Latino - cz. 15
9 września 2014
Wybory w Peru a sprawa polska.

Przemierzając bezkresy peruwiańskiego Altiplano nie dało się nie zauważyć wymalowanych płotów, murów, domów i nie tylko. Obrazki, niczym z komiksu, intrygowały. Odpowiedź okazała się mimo wszystko niebanalna. Wybory samorządowe. W ten właśnie sposób poznaliśmy specyfikę tutejszej polityki. O ile w miastach można było zobaczyć porozlepiane na murach plakaty, a nawet wielkie bilboardy, tak wszędzie poza miastami kampania wkraczała dość obrazowo i malarsko. Można było spekulować, że ludzie tu łatwo afiszują się ze swoją opcja polityczną. Wystarczył kubeł farby i ściana domu zamieniała się w wielki wyborczy plakat. Upiększana była w ten sposób oczywiście taka ściana, która była widoczna z drogi. Cóż. Pomysł interesujący. Plakaty raz, że wiele kosztują. Dwa, są dość nietrwałe.
Czasem jednak to "plakatowanie" przekraczało granice zdrowego rozsądku. Jak brakowało murów,  kampania wchodziła na skały.

poniedziałek, 24 listopada 2014

[latino] Uros czyli wyspa która umie pływać

Latino - cz. 14
9 września 2014
Uros czyli wyspa która umie pływać.

Wczesnym porankiem odbijamy od brzegu Amantani i wracamy do Puno. Jest czas na radosny wypoczynek.

piątek, 21 listopada 2014

[latino] Wyspa Amantani czyli z wizytą u Pachamamy

Latino - cz. 13
9 września 2014
Wyspa Amantani czyli z wizytą u Pachamamy

Obudziśmy się wczesnym świtem. Założenie było takie, by wyjśc nad wioskę na wschód słońca, ale z tym wstawaniem to czasem ciężko bywa. O piątej rano obróciłem się na drugi bok, ale kilku wytrwałych śmiałków poszło. Koniec końców, trochę po szóstej zebraliśmy sie i ruszyliśmy. 

[latino] Jezioro Titicaca czyli statkiem w piekny rejs

Latino - cz. 12
8 września 2014
Jezioro Titicaca czyli statkiem w piekny rejs.

Weszliśmy na pokład. Przed nami cztery godziny rejsu. Odpływamy. Woda przy brzegu zzieleniała na okoliczność wszystkich ścieków spływajacych z Puno. Nie wygląda to za dobrze, kąpieli nie polecam.
Pogoda zaczyna sie psuć. Nadchodzą ciemne, deszczowe chmury. Na szczęście wszystko to zostawiamy na brzegu, nad wodą niebo błękitne i słońce.  

czwartek, 20 listopada 2014

[latino] Cuzco - Puno czyli zapoznajemy się z kinematografią peruwiańską

Latino - cz. 11
8 września 2014
Cuzco - Puno czyli zapoznajemy się z kinematografią peruwiańską

Na dworcu jesteśmy o 4 rano. Nie jest to pora dla normalnych ludzi. Ciemno i pusto. I spać się chce. Oznacza to chyba, że jesteśmy już przestawieni na czas miejscowy. Spotykamy naszą szóstkę. I dobrze. Teraz juz w komplecie. Wsiadamy do autobusu. Kierunek Puno. 
W Peru można spotkac różne rodzaje autobusów dalekobieżnych. Zwykłe ( klasa tourist ), wygodne ( semi cama - półleżące ) i całkiem wygodne ( cama - leżące ). Przy czym sporo zależy od firmy przewozowej. W jednej klasa tourist bedzie wygodniejsza od semi cama drugiej firmy. Generalnie w każdym autobusie siedzenia się rozkładają. Bardziej istotne jest ile pozostaje miejsca na nogi. A to zależy od konktetnego autobusu. Nasz autobus był wybitnie z tych tańszych, jechali w nim praktycznie sami miejscowi. Udało się troche przespać zanim wyszło słonce. Potem z racji widoków za oknem spać było znacznie ciężej.
Jedziemy drogą przez wielki płaskowyż Altiplano. Rozciąga sie on na sporej części Peru i Boliwii na wysokości 3300-4000 metrów npm. Mijamy leżące gdzieś w oddali góry. Ładnie. Czuć przygodę.