sobota, 12 stycznia 2013

[foto] 12 wybranych zdjęć 2012 roku - subiektywnie

Rok 2012 był dość niezwykły, w którym dominują dwa większe wyjazdy. Siłą rzeczy brakowało już trochę czasu na jeżdżenie gdzieś indziej. I do tego zupełnie nie mogę wybrać jakieś sensownej dwunastki. Każdego dnia co innego mi się zaczyna podobać. No nic. Pod spodem zatem wersja z dziś. Trochę statystyki: Azja Środkowa (7), Indie (3), Bieszczady (1) i Beskid Niski (1). Tak sobie myślę, że wrzucę niedługo jeszcze kolejną, niewiele odbiegającą dwunastkę ;-)

wtorek, 15 maja 2012

[bieszczady] Kolory majowej burzy

[Habkowce - Bieszczady].
04.05.2012

Zbierało się kilka dni na wielka burzę. W końcu przyszła, może nie specjalnie wielka, ale za to bardzo kolorowa, nasycona, pięknie oświetlona.



[bieszczady] Jeziorka Duszatyńskie

02.05.2012

Kilka dni w Bieszczadach, pogoda piękna, ale jakaś taka niefotograficzna. Ale warto nosić kilka dni aparat by na takie 10 minut się przydał. Pewnie o świcie było tu jeszcze piękniej, ale to co widziałem w pełni mnie raduje ;-)


czwartek, 12 kwietnia 2012

[turcja] Hasankeyf - czyli Turcja Wschodnia cz. IV

W Vanie z rana podjechaliśmy na dworzec. Komunikacja w Turcji,  nawet tej wschodniej, "azjatyckiej" stoi kilka poziomów wyżej niż ta w Polsce. Nowoczesne, wygodne autobusy, panele z muzyką i TV przy każdym siedzeniu, klima, obsługa roznosząca napoje zimne i gorące, słodycze... Do tego nie ma problemów ze znalezieniem właściwego autobusu. Wystarczy, że pojawiliśmy się w okolicy dworca, już zapytano nas gdzie chcemy jechać. Za chwilę zostaliśmy zaprowadzeni do właściwej kasy, a później do autobusu. Nasz jechał do Adany. My mieliśmy jechać do miasta Batman a potem przesiąść się w dolmusza do Hasankeyf. Jakie to proste. Oczywiście zdążyliśmy jeszcze wypić herbatę ;-)
Ruszyliśmy. Po drodze piękne widoki na jesienną południowo-wschodnią Anatolię.

[włodawa] Wiosna

Nie trzeba się z domu ruszać by sobie poobserwować bociana. Ten tu przyleciał, usiadł na kominie i tak sobie siedzi ( stoi? ).  Wygląda na to, że wybrał się do miasta w poszukiwaniu miastowej wybranki ;-) Ma się wymagania....


niedziela, 18 marca 2012

[turcja] Van - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część III /14.10.2011/

Z Dogubayazit do Van dostać się nie problem. Idziemy na skrzyżowanie spod którego odjeżdżają busiki do Van. zaraz za miastem - piękne widoki na Ararat.


poniedziałek, 20 lutego 2012

[turcja] Ararat - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część II /12.10.2011/

Część II - Ararat
Z Karsu jedziemy do Dogubayazit. Na dworcu szybko szybko jesteśmy kierowani do właściwego busika, który jak się okazało wywozi nas do dworca pod miastem, gdzie po chwili podjeżdża właściwy autobus. A poniżej Pan z taaaką tubą ;-)


środa, 15 lutego 2012

[turcja] Ani - czyli obrazków z podróży po wschodniej Turcji część I /11.10.2011/

Ani, położone na granicy "przyjaźni" z Armenią, nie jest miejscem jakoś specjalnie znanym. Położone na typowym końcu świata, około 50 kilometrów od Kars, które swoją drogą też jest niezłą dziurą. Jeszcze niedawno teren był zamknięty z uwagi na bliskość granicy i wedle armii, wielką strategiczność okolicy. Nie tak łatwo tu się dostać, brak regularnej komunikacji. Przewodnik donosił, że należy spotkać w Karsie niejakiego Cecila Ersoglu. Przy czym, ponoć, nie trzeba było go szukać, ponieważ to Cecil szybciej znajdzie ciebie. Niestety jakoś nas nie mógł znaleźć, więc udaliśmy się do dużego , fajnego hotelu, najlepszego w mieście. I w recepcji zapytaliśmy pewnego pana czy zna Cecila. Owszem, znał, bo to był on ;-) Okazało się, że Cecil nie szukał nas w hotelu  w którym sie zatrzymaliśmy, bo przecież  nasz Ahmet Ilmaz Hotel nie został przez niego zaliczony do hoteli w których można było spotkać zagranicznych turystów. Cóż, był najtańszy w mieście ;-) Koniec końców za ok 15 euro zabrał nas do Ani.
Początki Ani sięgają IV wieku, kiedy to miejsce znaleźli i zasiedlili Ormianie. Największe chwile miasto przeżywało w wiekach X i XI, gdy przez ponad sto lat była to stolica Armenii. Później różne podboje Seldżuków i  Mongołów doprowadziły miasto do ruiny. Całość zwieńczyło trzęsienie ziemi i na wiele stuleci zapomniano o tym miejscu. Dopiero w XX wieku rozpoczęły się tu wykopaliska archeologiczne.

Na początku witają nas resztki imponujących murów


poniedziałek, 2 stycznia 2012

[foto] 12 wybranych zdjęć 2011 roku -subiektywnie

Blog przeżywa ciężkie czasy, ale obiecuje z nowym rokiem się zabrać za zaległości. Na początek tradycyjna już zabawa, bo i czas na podsumowanie odpowiedni.Wybrać było w tym roku strasznie ciężko, od wczorajszych przymiarek do dziś zmieniło się 4 z 12 zdjęć. Druga 12-ska chyba niewiele się różni. Ale cóż. 12 to 12. Najpełniej reprezentowana jest Turcja z 4 zdjęciami. Dalej Uzbekistan (3), Tatry (2), Berlin, Czarnohora, Beskid Żywiecki po 1 zdjęciu.



piątek, 29 lipca 2011

[berlin] "...moja ulica murem podzielona"

Z Berlinem chyba najbardziej się kojarzy mur. Nie stał długo, niecałe 30 lat, a jakaż legenda! rozebrano go niemal w całości z wielką radością w 1989 roku.
Dziś z berlińskiego muru i DDR-u zrobiono kolejna atrakcje turystyczną. Choć chyba na poziomie cepelii.


poniedziałek, 18 lipca 2011

[berlin] Weekendowo.

Udało się pojechać i wrócić. 48 godzin w Berlinie to niewiele, ale dobre i to ;-) Więcej zdjeć i jakiś opis wrzucę jeszcze dziś na picasę ( juz są: https://picasaweb.google.com/pawel.goleman/Berlin1416072011 ). Tu pewnie też jeszcze się coś niebawem pojawi, o Murze chociażby, bo to fajny temat na oddzielnego posta. Teraz tak tylko na szybko - i uprzedzam, pocztówkowego Berlina u mnie  tu nie ma. ;-)



poniedziałek, 11 lipca 2011

[włodawa] 10.07.2011 ach te chmury... ;-))

Wczoraj pod wieczór przyszła wielka burza, pogrzmiało, popadało a później, na chwilkę przed zachodem słońca na niebie rozpoczęło się przedstawienie. Zatem usiadłem na balkonie i sobie patrzyłem, czasem tylko sięgając po aparat. Cudnie, i nie trzeba sie było z domu ruszać ;-D. I na zdjęciach wszelakie mazy, plamy, odcienie.. mmm....


środa, 29 czerwca 2011

[czarnohora] 23-26.06.2011

No i udało się pojechać i wrócić. Howerla już drugi raz oparła się i wejść nie pozwoliła. Cóż, spróbujemy trzeci raz. Pogoda była kiepska, ale i tak lepsza od tej prognozowanej.
Dłuższa opowieść na Picasie, tu tylko kilka zdjęć...



środa, 15 czerwca 2011

[włodawa] 15.06.2011 Zaćmienie księżyca

No tak, bylo dziś, a nawet zdaje się jeszcze się nie skończyło. Wpierw były chmury, a potem nagle cos sie pojawiło. Niestety, o losie ;-), statyw przebywa w sobie tylko znanym miejscu, więc zamiast zdjęć, to sobie mogłem skupic na patrzeniu i podziwianiu.  Bywa i tak, choć bez walki sie nie poddałem. Zdjęcia z ręki, ale coś tam widać...


środa, 1 czerwca 2011

[uzbekistan] Jedwabnym Szlakiem cz. III - Samarkanda

Nasza opowieść może nie po kolei idzie sobie, ale trzeba było odpocząć przed kolejnym odcinkiem z cyklu miejsko-zabytkowego. My na miejscu nie mieliśmy takiej przerwy, zaliczaliśmy dzień po dniu Chiwę, Bucharę i na koniec Samarkandę. W sumie obawialiśmy się przesytu i takiż zresztą nastąpił. Bo znów trafiliśmy do miasta z obłędnymi budowlami o niespotykanej skali i nagromadzeniu detali architektonicznych. Byliśmy w Samarkandzie, największej perle Jedwabnego Szlaku w Azji Środkowej. Doczytaliśmy w przewodniku, ale dało się to bez trudu zauważyć, że troszkę za bardzo posunięto się w restauracji zabytków ( czasem bardziej wręcz ich budowie ). Najbardziej przeszkadzało chyba całe otoczenie głównej atrakcji, Registanu. Szerokie alejki, z kolorową kostka betonową, jakoś lekkim kiczem i nieprawdziwością zalatywały. I jak się miało świadomość, by wybudować te szerokie aleje zburzono kawałek starego miasta, ech... Ale żeby nie było. Wrażenie miasto zrobi chyba na każdym. Wielkie medresy, ogromne meczety, olśniewające mauzolea. A wszystko wylewające się od zdobień, błękitu, złota.
Zaczęliśmy, jak zawsze, od hotelu. Trafiliśmy do Bahodir B&B. Ponoć kontrowersyjny. Na pewno najtańszy - całe 7 dolarów ze śniadaniem! Powiem tak. Stosunek ceny do jakości rewelacyjny.
Pierwsze kroki oczywiście za głosem żołądka - na bazar, znaleźć coś do jedzenia ;-)


wtorek, 31 maja 2011

[sandomierz] 25.05.2011 Kilka chwil z Sandomierza

Sandomierz, pełne uroku miasteczko, pięknie położone. Obecnie przeżywające renesans popularności ( ach te seriale.. ;-). Trafiłem akurat na sezon wycieczek szkolnych, toteż tabuny rozpędzonej młodzieży ganiała w ta i z powrotem.


wtorek, 17 maja 2011

[uzbekistan] Dolina Fergańska

Kotlina Fergańska  znajduje się na wschodnim krańcu Uzbekistanu, pomiędzy górami Pamir i Alaj.  To jeden z najbardziej zaludnionych obszarów Azji Środkowej z racji żyznej ziemi zasilanej przez Syr-Darię. Z Taszkientu do Fergany jest ok 350km, czyli ok. 4,5h jazdy samochodem. Ciekawostką jest fakt, iż ze stolicy nie jeżdżą tu autobusy z racji... zbyt trudnej trasy. Fakt, jedzie się przez góry, przełęcz ok 2500m, ale droga szeroka i łagodnie się wznosząca. Czyli zostają taksówki i Damasy. Zapłaciliśmy za przejazd po ok 32 zł.
Widać góry, co prawda z dość kiepskim pierwszym planem ;-)


[lublin] Hunter i Farben Lehre

Weekend byłem w Lublinie, a że aparat wziąłem to pozwoliłem sobie zrobić parę zdjęć podczas sobotniego koncertu. Tak pomiędzy jednym piwem a drugim ( albo trzecim i czwartym, hmnn... )


[bieszczady] Majowy weekend

Cóż, pogoda specjalnie nie dopisała. Słońca niewiele, dużo deszczu, chmur i burz. Zimno. Ale jako rekompensata, w tym roku zielono i kwitnąco było jak nigdy o tej porze. Tradycyjnie odpuszczone połoniny, bo weekend majowy to nie jest pora na nie.Dzień pierwszy to Habkowce, Łopienka, Korbania i Terka.



piątek, 13 maja 2011

[uzbekistan] Nocnym pociągiem az do końca świata

Nasza podróż pociągiem wyszła przypadkowo. Raz, że nie było planów na Termez  ( a  było kapitalnie! ), dwa, że mieliśmy wrócić do Taszkientu samolotem. Ale nie było biletów, a za to rok temu oddali linię kolejową z Termezu. Pociąg w 14 godzin dojeżdża do stolicy i to na wczesny poranek co nas oczywiście urządzało. Zdjęć dworca nie ma, Uzbecy traktują koleje bardzo poważnie,  strach wyciągać aparat ;-) Na wejściu do dworca czeka bramka, która oczywiście piszczy cały czas, ale nikt się tym nie przejmuje. Do tego wyrywkowa kontrola dokumentów. I pociąg. Jak z kolei transsyberyjskiej. Coś koło 25 wagonów.


wtorek, 10 maja 2011

[uzbekistan] Termez - witamy w Azji!

Dojechaliśmy. Tradycyjnie zmęczeni, pierwsze kroki do hotelu. Według przewodnika na ten hotel było nas stać ;-) Spojrzeliśmy i zaczęliśmy wątpić.


niedziela, 8 maja 2011

[uzbekistan] Na południe

Kierowaliśmy się na Termez, najdalej wysunięte miasto na południe w dawnym Związku Radzieckim. Miejscowość lezącą na granicy z Afganistanem. Jadąc tam, przez pół dnia kilkoma taksówkami, mogliśmy się przekonać, że bycie w drodze, w podróży  dostarcza najwięcej wrażeń. Ciekawe, że od tego dnia, przez kilka kolejnych nie spotkaliśy żadnych turystów z grup zorganizowanych, żadnych podróżników.
Taksówka dowiozła nas do Ghuzar, gdzie mieliśmy szukać autobusu do Termezu. Ledwo wysiedliśmy od razu przy nas stanęło kilkanaście osób i każda pytała się gdzie chcemy jechać i co chcemy robić. Zrobiło się w końcu tak zwyczajnie azjatycko. Lekki chaos, opalone, śniade twarze, wszyscy w tradycyjnych strojach, głośno się przekrzykujący i machający rękami. W końcu Azja! ;-)
Ceny taksówki do Termezu były w granicach 100$, co było przynajmniej kilka razy za dużo, oczywiście żaden autobus już miał nie jechać. Nasz gospodarz, Tura, uprzedzał nas, że autobusów może być mało i poradził byśmy w razie czego podjechali do kolejnej miejscowości, gdyż tam znacząco miało być łatwiej o autobus.
I znaleźliśmy auto, którym tam pojechaliśmy. A za oknem widoki! Zupełnie odmienne, pełne egzotyki, no i góry! Zdjęcia oczywiście robione przez brudną szybę.


czwartek, 5 maja 2011

[uzbekistan] Wizyta w Langar

Opuszczamy Samarkandę. Trzy miasta, piękne niewątpliwie, przesyciły nas ilością medres, kopuł, meczetów, zabytków, minaretów. Ruszamy na południe, w góry Hissar. Plan był taki by odpuścić zabytki i skupić się na widokach, ludziach i szaszłykach ;-) Taksówką jedziemy do Shakhrisabz. Widać pierwsze większe góry na tym wyjeździe.

  

wtorek, 26 kwietnia 2011

[uzbekistan] Buchara - Jedwabnym szlakiem cz. II

Buchara - to było kolejne miasto na naszej drodze.Jedno z najbardziej znanych na Jedwabnym Szlaku, od zawsze o prymat walczyło z Samarkandą.
Jesteśmy tu po 15. Szybko znaleziony hotel i znów w miasto.... nie ma lekko ;-)
Pierwsze wrażenia były dość zniechęcające. Opis przeczytany w sieci: "Wyglądało na to, że życie w mieście skupia się wokół placu Lyabi-Hauz; nocą tłumy miejscowych okupują stoliki restauracji dookoła ogromnej fontanny, gra muzyka, jest tłoczno i gwarno." a my zastaliśmy jedne wielki plac budowy. Układano dopiero nową kostkę, remontowano elewacje większości przyległych budynków, coś dobudowywano. Basen pusty. Hałas, kurz i ruch setek robotników. Choć wyglądało na to, że za dwa tygodnie będzie tu już wszystko gotowe - rozmach robót doprawdy imponujący. Co ciekawe w nocy tempo się nie zmniejszało znacząco.


czwartek, 21 kwietnia 2011

[uzbekistan] Chiwa - Jedwabnym Szlakiem cz. I

Chiwa była pierwszym większym miastem na trasie naszej podróży po Uzbekistanie. Większym, choć najmniejszym z trzech  ( Chiwa, Buchara i Samarkanda). Wyróżnia się na plus zdecydowanie zwartą zabudową starego miasta zwanego Ichon Qala otoczonego wysokimi murami ulepionymi z gliny. Samo miasto, wedle legendy, zalożone przez Chama, syna Noego, pochodzi najprawdopodobniej z 8 wieku i przez setki lat najbardziej było znane z największego w Azji Środkowej targu niewolników.
 Tyle historii. dojechaliśmy tam koło południa, słońce świeciło dość mocno, powoli już zaczynało się robić ciepło.Względnie szybko znaleźliśmy hotel, z radością zrzuciliśmy plecaki i udaliśmy się na spacer po mieście.
 na początku wszystko urzekało, olśniewało. To było nasze pierwsze zetknięcie z tutejszą, jakże oryginalną, architekturą. Weszliśmy do pierwszej medresy ( teologiczna szkoła muzułmańska ) i już było fajnie ;-)
 

niedziela, 17 kwietnia 2011

[uzbekistan] Na pustyni...

Z Mojnaka  (ok 450km ) dojechaliśmy tu dwoma autobusami i dwoma taksówkami. Po drodze zaliczyliśmy kilka szaszłyków ( wołowe lub baranie ), somsy (przypominały paszteciki, nadziewane  kapustą i symboliczną ilością mięsa ), przyzwoity płow ( miejscowa specjalność - smażony z dużą ilością tłuszczu ryż z warzywami i kawałkami baraniny ), popijając to wszystko piwem i zieloną herbatą.
Była dla nas to spora niewiadoma, bo na przyjazd tu zdecydowaliśmy się w autobusie jadącym do Chiwy. We wcześniejszym, tym z Mojnaka do Nukus, ciężko było myśleć o czymkolwiek z racji mało komfortowych warunków podróży ( miejsca na dwie nogi nieco brakowało ). Szybka decyzja, zmiana planów ( fajnie jest tak zmieniać) i jesteśmy w Ayaz Qala.
Ależ tu pięknie! Wokół pustynia, na największej wyniosłości terenu ruiny starego fortu, trochę poniżej niego obozowisko jurt, niedaleko nasycone błękitem jezioro z białymi brzegami i do tego znudzone wielbłądy. Tyle tego w jednym miejscu.
Wspomniane obozowisko jurt było oczywiście nastawione na turystów. Na szczęście trafiliśmy tylko na małą grupkę Francuzów. Szybko dogadaliśmy się z gospodynią i dostaliśmy całą jurtę do naszego użytku.


sobota, 16 kwietnia 2011

[uzbekistan] Mojnak - czyli Centrum Niczego

Galeria na picasie jest owszem kolorowa, interesująca i takie tam.... ale ciężko dowiedzieć sie czegoś więcej o samym Uzbekistanie, o ludziach, o tym co spotykaliśmy, co widzieliśmy. Postaram się tutaj bardziej przybliżyć to wszystko...
Na początek Mojnak, wpisany (przez przekorę zapewne) na listę 80 miejsc na świecie, których nie chciałbyś zobaczyć. To już wystarczająca rekomendacja by tu przyjechać

Na wschodzie Uzbekistanu, blisko granicy z Kazachstanem i Turkmenistanem leży miasteczko Mojnak. Niegdyś wielki port rybacki, leżący nad Morzem Aralskim, dający zatrudnienie wszystkim mieszkającym tu ludziom. Morze widziano tu ostatni raz w 1960 roku, gdyż za czasów ZSRR wymyślono, że Uzbekistan będzie najlepszym miejscem do uprawy bawełny. A że taka uprawa potrzebuje ogromnej ilości wody, pobudowano setki kilometrów kanałów irygacyjnych, które sprawiły, że do Morza Aralskiego dostawało coraz mniej wody z dwóch wielkich rzek Azji Środkowej: Amu-Darii i Syr-Darii. Obecnie nawet nie dochodzą do morza, ginąc gdzieś na pustyni. Kilkanaście lat temu zasolenie akwenu stało się tak duże, że wyginęły wszelkie ryby. Obecnie zniknęło już ok 80% powierzchni morza. A Mojnak znajduje się ok. 210 km od wciąż cofającej się linii brzegowej.
Sama podróż przez Karakalpakstan - czyli przez autonomiczną republikę, zamieszkałą głównie przez grupę etniczną Karalpaków, dawnych nomadów i koczowników, osiadłych obecnie w małych miasteczkach i wioskach. - dostarcza wielu wrażeń. Przeraźliwie płasko, aż po horyzont pustynia i wszędzie widoczna sól.



wtorek, 15 marca 2011

[tatry] 2-5.03.2011

Kilka dni temu miałem okazje na parę dni pojechać w Tatry. A skoro jest okazja to żal jej wypuszczać z rąk, zważywszy, że pogoda miała być cudowna. W zasadzie była. Warunki do chodzenia rewelacyjne, beton, I stopień zagrożenia lawinowego. No tylko raki by się przydały...  Chyba się za nimi rozejrzę niebawem...
Prawie całe towarzystwo jeździło na nartach w pobliskiej Czarnej Górze ale że j ana nartach to niekoniecznie.. to dalejże w Tatry...
 Pierwszy dzień to wjazd na Kasprowy i trochępecha, bo akurat na nim wisiała wielka i złośliwa chmura, Widoki zatem poniżej były dopiero.


[działy grabowieckie] 26.02.2011 Wojsławice - Grabowiec

Dziś trochę zaległości, ale jeszcze trochę i zapomnę ;-) Zdjęcia z rajdu SKPB śladami Jakuba Wędrowycza. Było zimowo, biało, wietrznie i bezsłonecznie. A poniższe zdjęcia moga być dowodem jak zrobić stare i brzydkie zdjęcia takim fajnym aparatem ;-)