czy zdjęcia to tylko próba opisania tego co mija? warto chociaż próbować. Powoli przenoszę się na pawel.goleman.pl, gdzie znalazło się miejsce na galerię i bloga. Zapraszam!
piątek, 29 lipca 2011
poniedziałek, 18 lipca 2011
[berlin] Weekendowo.
Udało się pojechać i wrócić. 48 godzin w Berlinie to niewiele, ale dobre i to ;-) Więcej zdjeć i jakiś opis wrzucę jeszcze dziś na picasę ( juz są: https://picasaweb.google.com/pawel.goleman/Berlin1416072011 ). Tu pewnie też jeszcze się coś niebawem pojawi, o Murze chociażby, bo to fajny temat na oddzielnego posta. Teraz tak tylko na szybko - i uprzedzam, pocztówkowego Berlina u mnie tu nie ma. ;-)
poniedziałek, 11 lipca 2011
[włodawa] 10.07.2011 ach te chmury... ;-))
Wczoraj pod wieczór przyszła wielka burza, pogrzmiało, popadało a później, na chwilkę przed zachodem słońca na niebie rozpoczęło się przedstawienie. Zatem usiadłem na balkonie i sobie patrzyłem, czasem tylko sięgając po aparat. Cudnie, i nie trzeba sie było z domu ruszać ;-D. I na zdjęciach wszelakie mazy, plamy, odcienie.. mmm....
środa, 29 czerwca 2011
środa, 15 czerwca 2011
[włodawa] 15.06.2011 Zaćmienie księżyca
No tak, bylo dziś, a nawet zdaje się jeszcze się nie skończyło. Wpierw były chmury, a potem nagle cos sie pojawiło. Niestety, o losie ;-), statyw przebywa w sobie tylko znanym miejscu, więc zamiast zdjęć, to sobie mogłem skupic na patrzeniu i podziwianiu. Bywa i tak, choć bez walki sie nie poddałem. Zdjęcia z ręki, ale coś tam widać...
środa, 1 czerwca 2011
[uzbekistan] Jedwabnym Szlakiem cz. III - Samarkanda
Nasza opowieść może nie po kolei idzie sobie, ale trzeba było odpocząć przed kolejnym odcinkiem z cyklu miejsko-zabytkowego. My na miejscu nie mieliśmy takiej przerwy, zaliczaliśmy dzień po dniu Chiwę, Bucharę i na koniec Samarkandę. W sumie obawialiśmy się przesytu i takiż zresztą nastąpił. Bo znów trafiliśmy do miasta z obłędnymi budowlami o niespotykanej skali i nagromadzeniu detali architektonicznych. Byliśmy w Samarkandzie, największej perle Jedwabnego Szlaku w Azji Środkowej. Doczytaliśmy w przewodniku, ale dało się to bez trudu zauważyć, że troszkę za bardzo posunięto się w restauracji zabytków ( czasem bardziej wręcz ich budowie ). Najbardziej przeszkadzało chyba całe otoczenie głównej atrakcji, Registanu. Szerokie alejki, z kolorową kostka betonową, jakoś lekkim kiczem i nieprawdziwością zalatywały. I jak się miało świadomość, by wybudować te szerokie aleje zburzono kawałek starego miasta, ech... Ale żeby nie było. Wrażenie miasto zrobi chyba na każdym. Wielkie medresy, ogromne meczety, olśniewające mauzolea. A wszystko wylewające się od zdobień, błękitu, złota.
Zaczęliśmy, jak zawsze, od hotelu. Trafiliśmy do Bahodir B&B. Ponoć kontrowersyjny. Na pewno najtańszy - całe 7 dolarów ze śniadaniem! Powiem tak. Stosunek ceny do jakości rewelacyjny.
Pierwsze kroki oczywiście za głosem żołądka - na bazar, znaleźć coś do jedzenia ;-)
Zaczęliśmy, jak zawsze, od hotelu. Trafiliśmy do Bahodir B&B. Ponoć kontrowersyjny. Na pewno najtańszy - całe 7 dolarów ze śniadaniem! Powiem tak. Stosunek ceny do jakości rewelacyjny.
Pierwsze kroki oczywiście za głosem żołądka - na bazar, znaleźć coś do jedzenia ;-)
wtorek, 31 maja 2011
wtorek, 17 maja 2011
[uzbekistan] Dolina Fergańska
Kotlina Fergańska znajduje się na wschodnim krańcu Uzbekistanu, pomiędzy górami Pamir i Alaj. To jeden z najbardziej zaludnionych obszarów Azji Środkowej z racji żyznej ziemi zasilanej przez Syr-Darię. Z Taszkientu do Fergany jest ok 350km, czyli ok. 4,5h jazdy samochodem. Ciekawostką jest fakt, iż ze stolicy nie jeżdżą tu autobusy z racji... zbyt trudnej trasy. Fakt, jedzie się przez góry, przełęcz ok 2500m, ale droga szeroka i łagodnie się wznosząca. Czyli zostają taksówki i Damasy. Zapłaciliśmy za przejazd po ok 32 zł.
Widać góry, co prawda z dość kiepskim pierwszym planem ;-)
Widać góry, co prawda z dość kiepskim pierwszym planem ;-)
[bieszczady] Majowy weekend
Cóż, pogoda specjalnie nie dopisała. Słońca niewiele, dużo deszczu, chmur i burz. Zimno. Ale jako rekompensata, w tym roku zielono i kwitnąco było jak nigdy o tej porze. Tradycyjnie odpuszczone połoniny, bo weekend majowy to nie jest pora na nie.Dzień pierwszy to Habkowce, Łopienka, Korbania i Terka.
piątek, 13 maja 2011
[uzbekistan] Nocnym pociągiem az do końca świata
Nasza podróż pociągiem wyszła przypadkowo. Raz, że nie było planów na Termez ( a było kapitalnie! ), dwa, że mieliśmy wrócić do Taszkientu samolotem. Ale nie było biletów, a za to rok temu oddali linię kolejową z Termezu. Pociąg w 14 godzin dojeżdża do stolicy i to na wczesny poranek co nas oczywiście urządzało. Zdjęć dworca nie ma, Uzbecy traktują koleje bardzo poważnie, strach wyciągać aparat ;-) Na wejściu do dworca czeka bramka, która oczywiście piszczy cały czas, ale nikt się tym nie przejmuje. Do tego wyrywkowa kontrola dokumentów. I pociąg. Jak z kolei transsyberyjskiej. Coś koło 25 wagonów.
wtorek, 10 maja 2011
niedziela, 8 maja 2011
[uzbekistan] Na południe
Kierowaliśmy się na Termez, najdalej wysunięte miasto na południe w dawnym Związku Radzieckim. Miejscowość lezącą na granicy z Afganistanem. Jadąc tam, przez pół dnia kilkoma taksówkami, mogliśmy się przekonać, że bycie w drodze, w podróży dostarcza najwięcej wrażeń. Ciekawe, że od tego dnia, przez kilka kolejnych nie spotkaliśy żadnych turystów z grup zorganizowanych, żadnych podróżników.
Taksówka dowiozła nas do Ghuzar, gdzie mieliśmy szukać autobusu do Termezu. Ledwo wysiedliśmy od razu przy nas stanęło kilkanaście osób i każda pytała się gdzie chcemy jechać i co chcemy robić. Zrobiło się w końcu tak zwyczajnie azjatycko. Lekki chaos, opalone, śniade twarze, wszyscy w tradycyjnych strojach, głośno się przekrzykujący i machający rękami. W końcu Azja! ;-)
Ceny taksówki do Termezu były w granicach 100$, co było przynajmniej kilka razy za dużo, oczywiście żaden autobus już miał nie jechać. Nasz gospodarz, Tura, uprzedzał nas, że autobusów może być mało i poradził byśmy w razie czego podjechali do kolejnej miejscowości, gdyż tam znacząco miało być łatwiej o autobus.
I znaleźliśmy auto, którym tam pojechaliśmy. A za oknem widoki! Zupełnie odmienne, pełne egzotyki, no i góry! Zdjęcia oczywiście robione przez brudną szybę.
Taksówka dowiozła nas do Ghuzar, gdzie mieliśmy szukać autobusu do Termezu. Ledwo wysiedliśmy od razu przy nas stanęło kilkanaście osób i każda pytała się gdzie chcemy jechać i co chcemy robić. Zrobiło się w końcu tak zwyczajnie azjatycko. Lekki chaos, opalone, śniade twarze, wszyscy w tradycyjnych strojach, głośno się przekrzykujący i machający rękami. W końcu Azja! ;-)
Ceny taksówki do Termezu były w granicach 100$, co było przynajmniej kilka razy za dużo, oczywiście żaden autobus już miał nie jechać. Nasz gospodarz, Tura, uprzedzał nas, że autobusów może być mało i poradził byśmy w razie czego podjechali do kolejnej miejscowości, gdyż tam znacząco miało być łatwiej o autobus.
I znaleźliśmy auto, którym tam pojechaliśmy. A za oknem widoki! Zupełnie odmienne, pełne egzotyki, no i góry! Zdjęcia oczywiście robione przez brudną szybę.
czwartek, 5 maja 2011
[uzbekistan] Wizyta w Langar
Opuszczamy Samarkandę. Trzy miasta, piękne niewątpliwie, przesyciły nas ilością medres, kopuł, meczetów, zabytków, minaretów. Ruszamy na południe, w góry Hissar. Plan był taki by odpuścić zabytki i skupić się na widokach, ludziach i szaszłykach ;-) Taksówką jedziemy do Shakhrisab z. Widać pierwsze większe góry na tym wyjeździe.
wtorek, 26 kwietnia 2011
[uzbekistan] Buchara - Jedwabnym szlakiem cz. II
Buchara - to było kolejne miasto na naszej drodze.Jedno z najbardziej znanych na Jedwabnym Szlaku, od zawsze o prymat walczyło z Samarkandą.
Jesteśmy tu po 15. Szybko znaleziony hotel i znów w miasto.... nie ma lekko ;-)
Pierwsze wrażenia były dość zniechęcające. Opis przeczytany w sieci: "Wyglądało na to, że życie w mieście skupia się wokół placu Lyabi-Hauz; nocą tłumy miejscowych okupują stoliki restauracji dookoła ogromnej fontanny, gra muzyka, jest tłoczno i gwarno." a my zastaliśmy jedne wielki plac budowy. Układano dopiero nową kostkę, remontowano elewacje większości przyległych budynków, coś dobudowywano. Basen pusty. Hałas, kurz i ruch setek robotników. Choć wyglądało na to, że za dwa tygodnie będzie tu już wszystko gotowe - rozmach robót doprawdy imponujący. Co ciekawe w nocy tempo się nie zmniejszało znacząco.
Jesteśmy tu po 15. Szybko znaleziony hotel i znów w miasto.... nie ma lekko ;-)
Pierwsze wrażenia były dość zniechęcające. Opis przeczytany w sieci: "Wyglądało na to, że życie w mieście skupia się wokół placu Lyabi-Hauz; nocą tłumy miejscowych okupują stoliki restauracji dookoła ogromnej fontanny, gra muzyka, jest tłoczno i gwarno." a my zastaliśmy jedne wielki plac budowy. Układano dopiero nową kostkę, remontowano elewacje większości przyległych budynków, coś dobudowywano. Basen pusty. Hałas, kurz i ruch setek robotników. Choć wyglądało na to, że za dwa tygodnie będzie tu już wszystko gotowe - rozmach robót doprawdy imponujący. Co ciekawe w nocy tempo się nie zmniejszało znacząco.
czwartek, 21 kwietnia 2011
[uzbekistan] Chiwa - Jedwabnym Szlakiem cz. I
Chiwa była pierwszym większym miastem na trasie naszej podróży po Uzbekistanie. Większym, choć najmniejszym z trzech ( Chiwa, Buchara i Samarkanda). Wyróżnia się na plus zdecydowanie zwartą zabudową starego miasta zwanego Ichon Qala otoczonego wysokimi murami ulepionymi z gliny. Samo miasto, wedle legendy, zalożone przez Chama, syna Noego, pochodzi najprawdopodobniej z 8 wieku i przez setki lat najbardziej było znane z największego w Azji Środkowej targu niewolników.
Tyle historii. dojechaliśmy tam koło południa, słońce świeciło dość mocno, powoli już zaczynało się robić ciepło.Względnie szybko znaleźliśmy hotel, z radością zrzuciliśmy plecaki i udaliśmy się na spacer po mieście.
na początku wszystko urzekało, olśniewało. To było nasze pierwsze zetknięcie z tutejszą, jakże oryginalną, architekturą. Weszliśmy do pierwszej medresy ( teologiczna szkoła muzułmańska ) i już było fajnie ;-)
Tyle historii. dojechaliśmy tam koło południa, słońce świeciło dość mocno, powoli już zaczynało się robić ciepło.Względnie szybko znaleźliśmy hotel, z radością zrzuciliśmy plecaki i udaliśmy się na spacer po mieście.
na początku wszystko urzekało, olśniewało. To było nasze pierwsze zetknięcie z tutejszą, jakże oryginalną, architekturą. Weszliśmy do pierwszej medresy ( teologiczna szkoła muzułmańska ) i już było fajnie ;-)
niedziela, 17 kwietnia 2011
[uzbekistan] Na pustyni...
Z Mojnaka (ok 450km ) dojechaliśmy tu dwoma autobusami i dwoma taksówkami. Po drodze zaliczyliśmy kilka szaszłyków ( wołowe lub baranie ), somsy (przypominały paszteciki, nadziewane kapustą i symboliczną ilością mięsa ), przyzwoity płow ( miejscowa specjalność - smażony z dużą ilością tłuszczu ryż z warzywami i kawałkami baraniny ), popijając to wszystko piwem i zieloną herbatą.
Była dla nas to spora niewiadoma, bo na przyjazd tu zdecydowaliśmy się w autobusie jadącym do Chiwy. We wcześniejszym, tym z Mojnaka do Nukus, ciężko było myśleć o czymkolwiek z racji mało komfortowych warunków podróży ( miejsca na dwie nogi nieco brakowało ). Szybka decyzja, zmiana planów ( fajnie jest tak zmieniać) i jesteśmy w Ayaz Qala.
Ależ tu pięknie! Wokół pustynia, na największej wyniosłości terenu ruiny starego fortu, trochę poniżej niego obozowisko jurt, niedaleko nasycone błękitem jezioro z białymi brzegami i do tego znudzone wielbłądy. Tyle tego w jednym miejscu.
Wspomniane obozowisko jurt było oczywiście nastawione na turystów. Na szczęście trafiliśmy tylko na małą grupkę Francuzów. Szybko dogadaliśmy się z gospodynią i dostaliśmy całą jurtę do naszego użytku.
sobota, 16 kwietnia 2011
[uzbekistan] Mojnak - czyli Centrum Niczego
Galeria na picasie jest owszem kolorowa, interesująca i takie tam.... ale ciężko dowiedzieć sie czegoś więcej o samym Uzbekistanie, o ludziach, o tym co spotykaliśmy, co widzieliśmy. Postaram się tutaj bardziej przybliżyć to wszystko...
Na początek Mojnak, wpisany (przez przekorę zapewne) na listę 80 miejsc na świecie, których nie chciałbyś zobaczyć. To już wystarczająca rekomendacja by tu przyjechać
Na początek Mojnak, wpisany (przez przekorę zapewne) na listę 80 miejsc na świecie, których nie chciałbyś zobaczyć. To już wystarczająca rekomendacja by tu przyjechać
Na wschodzie Uzbekistanu, blisko granicy z Kazachstanem i Turkmenistanem leży miasteczko Mojnak. Niegdyś wielki port rybacki, leżący nad Morzem Aralskim, dający zatrudnienie wszystkim mieszkającym tu ludziom. Morze widziano tu ostatni raz w 1960 roku, gdyż za czasów ZSRR wymyślono, że Uzbekistan będzie najlepszym miejscem do uprawy bawełny. A że taka uprawa potrzebuje ogromnej ilości wody, pobudowano setki kilometrów kanałów irygacyjnych, które sprawiły, że do Morza Aralskiego dostawało coraz mniej wody z dwóch wielkich rzek Azji Środkowej: Amu-Darii i Syr-Darii. Obecnie nawet nie dochodzą do morza, ginąc gdzieś na pustyni. Kilkanaście lat temu zasolenie akwenu stało się tak duże, że wyginęły wszelkie ryby. Obecnie zniknęło już ok 80% powierzchni morza. A Mojnak znajduje się ok. 210 km od wciąż cofającej się linii brzegowej.
Sama podróż przez Karakalpakstan - czyli przez autonomiczną republikę, zamieszkałą głównie przez grupę etniczną Karalpaków, dawnych nomadów i koczowników, osiadłych obecnie w małych miasteczkach i wioskach. - dostarcza wielu wrażeń. Przeraźliwie płasko, aż po horyzont pustynia i wszędzie widoczna sól.
wtorek, 15 marca 2011
[tatry] 2-5.03.2011
Kilka dni temu miałem okazje na parę dni pojechać w Tatry. A skoro jest okazja to żal jej wypuszczać z rąk, zważywszy, że pogoda miała być cudowna. W zasadzie była. Warunki do chodzenia rewelacyjne, beton, I stopień zagrożenia lawinowego. No tylko raki by się przydały... Chyba się za nimi rozejrzę niebawem...
Prawie całe towarzystwo jeździło na nartach w pobliskiej Czarnej Górze ale że j ana nartach to niekoniecznie.. to dalejże w Tatry...
Pierwszy dzień to wjazd na Kasprowy i trochępecha, bo akurat na nim wisiała wielka i złośliwa chmura, Widoki zatem poniżej były dopiero.
Prawie całe towarzystwo jeździło na nartach w pobliskiej Czarnej Górze ale że j ana nartach to niekoniecznie.. to dalejże w Tatry...
Pierwszy dzień to wjazd na Kasprowy i trochępecha, bo akurat na nim wisiała wielka i złośliwa chmura, Widoki zatem poniżej były dopiero.
poniedziałek, 21 lutego 2011
poniedziałek, 14 lutego 2011
poniedziałek, 7 lutego 2011
[foto] 12 wybranych zdjęć 2004 roku -subiektywnie
Dziś niemalże prapoczątki. Pierwszy rok uganiania się z aparatem. Model dość prosty - fuji s602 - posiadający całe 3mln pikseli i 6-krotny zoom ;-). Ale na naukę był w sam raz. Zdjęcia, co ciekawe, jak widać bez szaleństw wyjazdowych: Beskid Niski (5!!), Pikuj (2), Beskid Żywiecki - Rycerzowa (3) - co mnie cieszy, bo jutro właśnie tam jadę, Tatry (1), Gołąb (1)
poniedziałek, 31 stycznia 2011
poniedziałek, 24 stycznia 2011
piątek, 21 stycznia 2011
wtorek, 18 stycznia 2011
[foto] 12 wybranych zdjęć 2009 roku -subiektywnie
Jako, że zabawa mi się spodobała, to wrzucam wybrane 12 zdjęć z roku 2009. Znów subiektywnie, wiele zdjęć trzeba było porzucić, może kiedyś pokażę zastawienie kolejnych rocznych 12-tek ;-)
poniedziałek, 17 stycznia 2011
[lublin] 17.01.2011
W sobotę miałem okazje zaliczyć niecała wycieczkę po kilku interesujących zabytkach Lublina. Byliśmy m.in. na Zamku, w kościele u Dominikanów i w synagodze przy ul. Lubartowskiej. A później długie posiadywanie u Fotografa ;-)
niedziela, 16 stycznia 2011
[włodawa] 04.01.2011 Częściowe zaćmienie słońca
Kilka dni temu można było zaobserwować częściowe zaćmienie słońca. Oczywiście zaspałem i nie udało mi się sfotografować zjawiska od samego początku. Technicznie - wystarczyły dwa filtry polaryzacyjne.
fotografia pojedyncza
fotografia pojedyncza
czwartek, 13 stycznia 2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)